relacje i trasy
wjazd na Dalsnibba
|
|||||||||||||||
wjazd na Dalsnibba
Średnia ocena:
Oceń ten artykuł:
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]()
Wjazd na szczytDalsnibba pozostanie na zawsze w mojej pamięci jako jeden z najbardziej ekscytujących. No ale od początku. Wyprawa miała miejsce w lipcu, na nocleg zatrzymaliśmy się w HoteluHotel Grotli ,
uroczym hoteliku położonym na wys. 900 m n.p.m. przy drodze nr 15. Po pogodnej białej nocy wstał równie pogodny rześki poranek. Po smacznym obfitym śniadaniu wsiedliśmy do naszego busa w dobrych humorach i ruszyliśmy w nieznane. Naszym pierwszym celem tego dnia miał być szczyt Dalsnibba, osiągający wysokość 1500 m n.p.m. Wszystkie przewodniki skupiały się na opisach wspaniałych widoków, natomiast informacja o dojeździe była dosyć skromna: wąska droga, płatna z resztą, prowadzi na sam szczyt. Jeszcze jadąc szosą, wszyscy zwróciliśmy uwagę na pierwszy podczas naszej tygodniowej wyprawy (później okazało się, że jedyny) znak drogowy: UWAGA RENIFERY!
Także krajobraz po przejechaniu tylko kilku kilometrów stał się coraz bardziej zimowy i górzysty.
Nad Jeziorem Djupvatnet zjechaliśmy z szosy i znaleźliśmy się na szutrowej, wąskiej drodze, która pięła się ostrymi serpentynami na sam szczyt.
Na zakrętach jedynym „zabezpieczeniem” miały być kilkucentymetrowej wysokości murki. Gdyby nie zaufanie do naszego wspaniałego kierowcy i jego maszyny już na pierwszej serpentynie wysiadłabym z busa i rozpoczęła morderczą wędrówkę piechotą. A tak siedziałam z zaciśniętymi do białości kciukami i rosnącym poziomem adrenaliny. Całe szczęście, że było jeszcze wcześnie i żaden samochód nie zjeżdżał z góry. W ogóle nie mogę sobie wyobrazić na tej drodze mijanki. Ale to nie koniec atrakcji, jakie nam Natura zafundowała tego dnia. Za którąś serpentyną ukazał nam się widok: na dużej łacie śniegu wylegiwały się 4 rozleniwione renifery.
Widok był prześmieszny, bo droga obiegała tą wyspę prawie dookoła, a jednak nasz busik, burczący na drugim biegu, nie zrobił na zwierzakach żadnego wrażenia. Po zrobieniu ekspresowych fotek z okien samochodu, kontynuowaliśmy naszą dalszą wspinaczkę. Po kilkunastu minutach, które trwały przysłowiową wieczność, dotarliśmy na szczyt. I tu czekała nas nagroda. Nad nami słońce i błękitne niebo, a wokół nas oszałamiające widoki w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.
Najwspanialej prezentował się, położony 1500 m niżej u podnóża Dalsnibby, Geirangerfjord, ponoć najbardziej malowniczy fiord Norwegii.
Po odetchnięciu pełną piersią i napatrzeniu się na bezkresne krajobrazy czekała nad znowu dawka adrenaliny – zjazd na dół. Znowu zacisk w gardle narastał z każdym pokonywanym zakrętem, znowu bielały zaciśnięte pięści...
a renifery leżały flegmatycznie na śniegu...
Gdy dotarliśmy do szosy asfaltowej, kamień z serca spadł niejednemu z nas.
|
relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
przejdź do strony:
![]() ostatnio zalogowali się
|
||||||||||||||
|
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża |
|||||||||||||||