relacje i trasy
Z wizytą u Słowińców
|
|||||||||||||||
Z wizytą u Słowińców
Średnia ocena:
Oceń ten artykuł:
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]()
I w końcu nastał ten wyczekiwany przeze mnie, od dawien dawna, wypad urlopowy w okolice Słowińskiego Parku Narodowego. W drogę ruszyliśmy z samego rana, bo około 7.30. Podróż umililiśmy sobie jazdą pobocznymi, odległymi od głównej drogi, miejscowościami. Zatrzymaliśmy się jednak tylko w jednym miejscu, w Zdrzewnie, gdzie koniecznie chciałam zobaczyć stary wiatrak. Obiekt ten pochodzi z 1765 roku. Wiatrak typu holender (ruchoma bryła dachowa) mielił nieprzerwanie zborze przez 200 lat. Wiatrak zachował pierwotny wygląd, jednak wnętrze uległo zniszczeniu w trakcie pożaru w 1957 roku. Niestety, wiatrak jest własnością prywatną i oglądać go można tylko z zewnątrz, z resztą tak samo jak pobliski przepiękny neoklasycystyczny pałac z 1867 roku.
Jadąc dosłownie „zadupiami" w końcu dotarliśmy do naszego docelowego miejsca. Smołdzino, to wieś położona w fenomenalnym miejscu. Blisko miejscowości znajdują się trzy duże zbiorniki wodne( Jezioro Gardno, Jezioro Łebsko i Morze Bałtyckie) a także kilka mniejszych jezior oraz rzek i kanałów. Ponad to otoczone jest przez kompleksy leśne wchodzące w skład Słowińskiego Parku Narodowego. Liczne atrakcyjne miejscowości, szlaki turystyczne i przepiękna przyroda otacza Smołdzino. Jednak nie tylko sąsiedztwo tej wsi jest atrakcyjne. Ona sama także dostarcza wrażeń. Dlatego nie mogliśmy ich nie zobaczyć. Naszą wędrówkę po miejscowości zaczęliśmy od wdrapania się na pobliskie wzniesienie. Góra Rowokół sięga 115 m n.p.m. i uchodziła kiedyś za świętą górę Słowińców, gdzie poza oczywistą funkcją nawigacyjną, służyła także, a nawet przede wszystkim, za ośrodek kultu pogańskiego. Rowokół uważany był za siedzibę bóstwa nadrzędnego, którego oddziaływanie miało większy zasięg niż lokalny. Na zboczu góry znaleziono pozostałości kolistych wałów z IX - XI wieku oraz palenisko ofiarne ze szczątkami kości zwierzęcych. Ponad to w okolicy XIII wieku na Rowokole wzniesiono kaplicę św. Mikołaja (patron żeglarzy). Nadkaplicą znajdowała się wieża pełniąca rolę latarni morskiej. W czasach średniowiecza aż do reformacji, góra była jednym z najważniejszych ośrodków kultu na Pomorzu Zachodnim. W XVI wieku, po wprowadzeniu nauk Marcina Luthra, przerwano kult Maryjny i zburzono kaplice. Wieża przetrwała aż do XIX wieku, kiedy to usunięto resztki jej fundamentów i odkryto liczne szczątki ludzkie, prawdopodobnie należące do wiernych pochowanych na przykaplicznym cmentarzu. Z górą Rowokół powiązanych jest bardzo wiele podań, legend i bajek, w tym nawet o piratach. Obecnie na górze znajduje się zadbana wieża widokowa. My, podążając ścieżką prowadzącą do wieży, zgrzani (było baaaardzo pod górę) gdy dotarliśmy na sam szczyt wzniesienia i zaczęliśmy wchodzić na wieże, zostaliśmy odesłani z kwitkiem.... Niestety, na samej górze wieży, nad drzewami hulał bardzo silny wiatr więc, ze względu na bezpieczeństwo, zamknięto wieżę.
Trochę zawiedzeni, ale bez pretensji bo przecież rozumieliśmy powagę sytuacji, zeszliśmy z Rowokołu. Po drodze minęliśmy pozostałości starego cmentarza i udaliśmy się na dalsze zwiedzanie Smołdzina.
Zobaczyliśmy malowniczo położony nad rzeką Łupawą, budynek dyrekcji Słowińskiego Parku Narodowego.
Wartym uwagi jest także kościół z XVII wieku - budowla murowana, będąca najcenniejszym zabytkiem architektonicznym Smołdzina.
Innym, charakterystycznym obiektem we wsi jest obelisk, o wysokości ok. 8 metrów, zwieńczony pięcioramienną czerwoną gwiazdą. Obelisk został ustawiony na mogile 12 radzieckich żołnierzy, poległych w 1945 roku.
W trakcie zwiedzania miejscowości udaliśmy się także do urzędu gminy oraz do dyrekcji Słowińskiego PN. W obu miejscach miałam nadzieje otrzymać materiały promocyjne. Niestety, w związku z faktem, że sezon się skończył, to materiałów zabrakło. Ostatnią nadzieją był wiejski ośrodek kultury. Tam zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Pani dyrektor bardzo przejęła się, że przyjechaliśmy aż z Trójmiasta i że nie dostaliśmy nigdzie żadnych materiałów. Dlatego też wróciliśmy do naszej kwatery noclegowej obładowani materiałami promocyjnymi, kserówkami i nawet filmem na DVD o Słowińskim Parku Narodowym! :) Z otrzymanych materiałów sporo dowiedzieliśmy się o Słowińcach. Obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić kim oni byli. Mogli być osobną grupą plemienną lub szczepową. Możliwe, że byli Kaszubami, odmiennymi od pozostałych, na skutek geograficznych i historycznych warunków w jakich żyli w przeciągu ostatnich stuleci. Wśród Słowińców germanizacja postępowała bardzo powolnie i opornie. Ludność ta bardzo zaparcie walczyła o swoją tożsamość. Na tyle skutecznie, że nawet przed I wojną światową w niektórych wioskach posługiwano się językiem przodków. Usłyszeliśmy smutną historię ostatnich Słowińców. Powiedziano nam, że po wojnie już tylko nieliczni, starzy ludzie, pamiętali tylko poszczególne słowa czy zdania mowy Słowińców. Jednakże, mimo tego, wśród Słowińców przetrwała świadomość, że nie są Niemcami. Pragnęli powrotu do swojej słowiańskiej przeszłości, niestety zabrakło im pomocnych osób. Byli oni postrzegani nie jako Słowińcy a jako Niemcy, przez co, na skutek gwałtów i innych haniebnych czynów, z kilkuset ocalałych po 1945 roku, w końcu lat pięćdziesiątych pozostało w powiecie słupskim około stu Słowińców. Przez okrutny los jaki ich spotkał stali się oni rozczarowani, rozgoryczeni i zniechęceni. Większość z tych ludzi mieszkała w Klukach. Po Słowińcach zostały już tylko płyty nagrobne z wyrytymi nazwiskami pochodzenia czysto słowińskiego, zniekształconymi pisownią niemiecką. Jeszcze tego samego dnia odwiedziliśmy Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. Powstało ono w 1963 roku i prezentuje typową Słowińską wieś: całe wiejskie zagrody z pełnym wyposażeniem. Muzeum to jest unikalne ze względu na swą autentyczność (umiejscowienie oryginalnych zagród na starych siedliszczach otoczonych wiekowymi drzewami). Najstarszym obiektem w skansenie jest chałupa Charlotte Klick z końca XVIII wieku. Zagrody otoczone są przez obiekty małej architektury: studnie, żurawie, ogrodzenia, budy dla psów. Uprawiane są także ogródki. Całość uzupełniają pasące się, w sąsiedztwie zagród, konie, kozy i owce. Jednakże, ze względu na zwierzęta, uważać trzeba pod nogi... ;)
W Klukach znajduje się także stary cmentarz. Było to miejsce pochówku Słowińców. Cmentarz ten jest jedynym zachowanym cmentarzem słowińskim. Na jego terenie znajduje się 145 nagrobków pochodzących z początków XX wieku: nagrobki kamienne, drewniane i żeliwne. Najcenniejszymi zabytkami cmentarza są żeliwne krzyże pochodzące z końca XIX wieku (najstarszy powstał około 1880 roku). Cmentarz poza tym, że spełnia funkcje pochówku, to także stanowi świadectwo historii o postępującej germanizacji ludności Słowińskiej oraz o skomplikowanej historii ówczesnej ludności.
Po lekcji historii, w drodze powrotnej do Smołdzina, zatrzymaliśmy się jeszcze w Czołpinie. Samochód zostawiliśmy na parkingu, tuż przed wejściem do Słowińskiego Parku Narodowego - jakie zdzierstwo z tym parkingiem.... koszmar.... Zdzierstwo czy nie, ale nieopodal znajduje się latarnia morska i naprawdę warto ją odwiedzić. Usytuowano ją na wydmowym pagórku o wysokości 66 metrów n.p.m. Mimo, iż drogą do latarni do najłatwiejszych nie należy, a jest wręcz uciążliwa to trudy wyprawy rekompensują się na szczycie budowli. Z latarni rozpościera się powalający widok! Zobaczyć można, poza oczywiście Morzem Bałtyckim, całą okolicę: jezioro Łebsko i odległe ruchome wydmy, Górę Rowokół z oddali wyglądającą jak stożek wulkanu, oraz, to co zapewne przykuwa wzrok każdego turysty, pobliską Wydmę Czołpińską, której jasne piaski przepięknie kontrastują z zielenią otaczających ją gęstych drzew (fragment Słowińskiego Parku Narodowego).
Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy do Smołdzina, gdzie spaliśmy przez najbliższe noce. Dnia następnego, ze względu na silny wiatr, zmuszeni byliśmy zrezygnować z rowerowego wypadu po okolicy. Wsiedliśmy w samochód i objechaliśmy pobliskie, także i dalsze, miejscowości. Najpierw, skierowaliśmy się w okolice jeziora Gardno. Łąki znajdujące się nieopodal jeziora były przepiękne...
Następnie zatrzymaliśmy się w Gardnie Wielkiej, gdzie odwiedziliśmy tamtejszą bibliotekę, w której miła Pani powiedziała nam kilak ciekawych rzeczy. Poza oczywistymi atrakcjami, wspomniała także o tragedii jaka miała miejsce ponad 60 lat temu. 18 lipca 1948 roku, na jeziorze Gardno, utopiły się 22 dziewczynki z łódzkiej drużyny harcerskiej oraz ich opiekunka. Jak można przeczytać na stronie http://forum.zhp.pl/viewtopic.php?id=6562 „Wyjechały na obóz harcerski do Gardny Wielkiej. 18 lipca 1948 roku w niedzielę 37 dziewczynek i pięcioro dorosłych wypłynęło dwiema łodziami rybackimi na jezioro Gardno. Miały zobaczyć Bałtyk. O wycieczce poinformowano je poprzedniego wieczora podczas ogniska. To wtedy dziewczynki odegrały inscenizację o Wandzie, która nie chciała Niemca i utopiła się. Potem to wydarzenie interpretowano jako przepowiednię tragedii. Tym bardziej, że wszystko miało miejsce na ziemiach zachodnich (Gardna była w województwie szczecińskim, na tzw. ziemiach odzyskanych). Niektórzy wręcz rzucali oskarżenia, że to autochtoni chcieli zabić polskie dzieci. Ale przyczyną tragedii okazała się bezmyślność. Łódki były przeciążone, powinny zabrać co najwyżej połowę dzieci. Jedna łódka z motorkiem ciągnęła drugą. Gdy zaczęła przeciekać, a silnik się zepsuł, wybuchła panika, łódki się wywróciły, a dzieci zaczęły tonąć. Tylko kilka dziewczynek umiało pływać. Próbując się ratować nawzajem się topiły. Pogrzeb w Łodzi 22 lipca był wielką manifestacją. Przyszło 25 tysięcy osób." Dla upamiętnienia tego tragicznego dnia w Gardnie Wielkiej ustawiono przed kościołem symboliczną mogiłę. Po chwili refleksji poszliśmy nad jezioro Gardno. Naszym celem był duży głaz narzutowy, znajdujący się blisko linii brzegowej jeziora (w wodzie). Kamień ten jest rzeczywiście spory. Poza jego rozmiarami uwagę zwraca kotwica umocowana na głazie. Ten pomnik przyrody nieożywionej, wraz z kotwicą i otaczającymi szuwarami stanowi bardzo malowniczy obrazek, świetnie nadający się na ciekawe zdjęcia :).
Wyjechaliśmy z Gardny Wielkiej i szwędaliśmy się po okolicy w poszukiwaniu innych atrakcyjnych i wartych uwagi miejsc. Niestety, nic takiego, rzeczywiście ciekawego nie znaleźliśmy. Jadąc tak dotarliśmy do Dębiny, gdzie znajduje się wybrzeże klifowe. Aby dojść do klifu musieliśmy przedrzeć się przez niewielki las. Mijając drzewa a potem krzaki przed nami wyłaniał się coraz bardziej interesujący widok. Gdy doszliśmy nad samą krawędź naszym oczom ukazało się wzburzone i tego dnia bardzo „agresywne" Morze Bałtyckie. Widok był niesamowity! Poza zdjęciami z tego miejsca zabraliśmy także piasek (wiało tak mocno, że znalazł się w naszych ubraniach, włosach, ustach i oczach:P).
Z Dębiny już było blisko do Rowów. Miejscowość ta, w wakacje oblegana przez tłumy turystów, jest moim zdaniem .... beznadziejna.... Nastawiona typowo na turystów - leniwców plażowych. Wszystko co zostało wybudowane w Rowach, powstawało z myślą o turystach. Dla niektórych to na pewno świetne rozwiązanie. Ale dla mnie ta miejscowość ani nie ma swojego charakteru, ani klimatu. W Rowach nie znalazłam niczego, co byłoby by dla mnie atrakcyjne. No dobra, poza tymi palami wbitymi w wodę... bo ładnie się na nich fale rozbijały.... Hehehe Całe szczęście, nieopodal jest wejście do Słowińskiego Parku Narodowego. Okolica Rowów jest ładna, ale sama miejscowość jest bez wyrazu, taka nijaka...
Ostatniego dnia naszej wycieczki, musieliśmy już wracać do domu. Jednak szkoda zmarnować te 2 godziny jazdy i nie zatrzymać się nigdzie po drodze... Dlatego też jak tylko wyjechaliśmy ze Smołdzina, podjechaliśmy do pobliskiej Łebie wsi o interesującej nazwie „Gać". Tam, u ujścia rzeki Łeby do jeziora Łebsko, wybudowano pomost. Nie jest on raczej zbyt często używany. Myślę, że turyści rzadko odwiedzają to miejsce. Za to wędkarze chętnie tam udają się na „łowy" ;) Pomost jest bardzo ładny tylko, że „zakupany" przez tamtejsze ptaszyska - głównie mewy. Jednak to nie jest takie straszne i nie przeszkadza w odbiorze piękna otaczającego krajobrazu: jeziora Łebsko, pobliskich lasów, ujście Łeby oraz oddalonych ruchomych wydm.
Jadąc dalej przez tamtejsze wioski dojechaliśmy w okolice latarni morskiej Stilo. W końcu ją mogliśmy zwiedzić! Mieliśmy szczęście, bo przybyliśmy 15 minut przed godzinną przerwą. Latarnia Stilo, znajduje się w miejscowości Stilo (zwanej także Osetnik). Jest to jedna z najtrudniej dostępnych latarń polskiego wybrzeża. Latarnie wybudowano w latach 1904-06 na wierzchołku wydmy. Z jej szczytu rozciąga się piękny widok na okoliczny gęsty las, wody Morza Bałtyckiego oraz wydmy i piękne zielone łąki.
Ostatnim przystankiem w drodze do Trójmiasta były Pużyce. W tej miejscowości znajdują się ruiny wiatraka typu holenderskiego, postawionego w końcu XIX wieku. Wybudowano go z białej cegły. Niestety, po wojnie został on doszczętnie spalony, a jego wnętrze zniszczało. Obecnie, po wiatraku została tylko ceglana stopa z okiennymi otworami. Niemniej jednak ruiny te i tak mi się podobały. Mam jakąś słabość do wiatraków... :P
I niestety, nasza wyprawa dobiegła końca. Było rewelacyjnie! Muszę teraz wykombinować kolejne miejsce na kilkudniowy pobyt :D A dla zainteresowanych wspomnę może gdzie spaliśmy. Nasza kwatera mieściła się w Smołdzinie, przy ulicy Daszyńskiego 18. Mieliśmy wszędzie blisko! A do sklepu to można było iść w kapciach ;). Więcej informacji o kwaterze u właścicielki pod numerem telefonu: 059 811 72 13 lub na www.jasia.afr.pl Uwaga! Niskie ceny :) Aha, właścicielka posiada przesympatycznego psa o imieniu Saba. To jeszcze szczeniak (no była nim we wrześniu 2009) i uwielbia się bawić. Uwaga, najchętniej wgramoliłaby się Wam na ręce (a jest duuuuża) ;)
|
relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
przejdź do strony:
![]() ostatnio zalogowali się
|
||||||||||||||
|
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża |
|||||||||||||||