Gdzieś się zapodział stary goździkowiec
Było już bardzo późno - więc pobliżu portu wynajęliśmy pokój w pierwszym po drodze napotkanym hoteliku . O piątej rano obudził nas melodyjny głos muezina z pobliskiego meczetu - przypomnienie że jesteśmy już w muzułmańskim kraju, jednym z największych na świecie skupisk wyznawców islamu.
Ternate (stolica wyspy o tej samej nazwie) jest sporym , kilkudziesięciotysięcznym miastem z dziesiątkami meczetów. Leży u stóp potężnego wulkanu Galalama ( 1721 m n.p.m), którego opalony czubek oraz pojawiające się opary stanowią widoczny dowód nieustannej aktywności wnętrza ziemi.
Za wyjątkiem pałacu sułtańskiego i resztek dawnych fortów z czasów portugalskich i hiszpańskich nie ma tu wiele do zwiedzania. Najciekawsza jest atmosfera portowego egzotycznego miasta, do którego codziennie już od świtu zawijają setki łodzi i stateczków z okolicznych wysp i wysepek (archipelag Molukki liczy ich ponad 1000 ) , załadowanych po brzegi rybami i owocami, a odpływających także z wypełnionymi po brzegi pudłami z typowo miejską zawartością. Najlepiej tętno tutejszego życia można wyczuć o 2 porach - we wczesnych godzinach porannych - wraz z otwarciem dziesiątków kramów na licznych targowiskach oraz o zmierzchu - gdy wokół głównego placu Il Pahlavan Revolusi tuż przy nadmorskim bulwarze wyrastają jak grzyby po deszczu dziesiątki restauracji na kółkach a wokół nich kwitnie wieczorne życie towarzyskie .

Autor zdjęcia: januszek
Restauracje na kółkach w centrum Ternate - z ofertą tutejszych szaszłyków „ sate".

Autor zdjęcia: januszek
Łódka z wieśniakami odpłynie za chwilę na jedną z licznych, okolicznych wysp
Jeżeli narzekaliśmy na poziom usług turystycznych w Indonezji, to tutaj chyba cos
takiego w ogóle nie istnieje. W sporym przecież mieście nie można kupić nigdzie mapy ani lokalnego przewodnika, nie mówiąc już o znalezieniu jakiegoś biura turystycznego.
Gdy w końcu metoda prób i błędów udało nam się ustalić , w jakim kierunku należy pojechać do okolicznej wioski, gdzie rośnie najstarsze drzewo goździkowe na wyspie, na miejscu okazało się, że 200-letni pomnik przyrody gdzieś „zapodział się" w leśnej gęstwinie i nikt z miejscowych nie potrafił nam go pokazać. Każdy wskazywał nam inne drzewo. Na pocieszenie kobieta wracająca z pola z koszykiem podarowała nam parę świeżo zebranych gałek muszkatołowych - z czerwonymi kwiatami oplatającymi brązowe owoce. Wyglądały jak prawdziwe klejnoty stworzone przez naturę.

Autor zdjęcia: januszek
Bogactwo tutejszych mórz – nęci kolorami tęczy

Autor zdjęcia: januszek
Gałki muszkatołowe tuż przed zerwaniem z drzewa są podobne do małych gruszek
Korzenie, które podzieliły świat
Z bardziej szczegółowego zwiedzania Tidore - sąsiedniej wyspy zrezygnowaliśmy już po paru godzinach . Tak reklamowane w przewodniku jako „picturesque and torquoise" plaże na wyspie okazały się pomyłką. Objechaliśmy połowę wyspy wynajętymi ojekami (motocykl z kierowcą - popularny w Indonezji środek lokomocji), ale nie znaleźliśmy ani jednej czystej plaży, a gorące źródło siarkowe okazało się cuchnącą sadzawką, w której można było co najwyżej zamoczyć nogi.
Czekając w porcie w Tidore na powrotną łódkę podziwialiśmy wspaniała górską panoramę wyspy Ternate odległej od nas zaledwie parę kilometrów . Gdzieś z tego samego miejsca kilkaset lat temu żeglarze z wyprawy Magellana ujrzeli na przeciwległym brzegu w Ternate galeony portugalskie. W ten sposób przekonali się, że są u kresu trwającej prawie 3 lata wyprawy - na osławionych Wyspach Korzennych, gdzie rosły goździki i gałka muszkatołowa - przyprawy cenione wówczas jak złoto i srebro. Opłynęli jako pierwsi ziemię szukając alternatywnej drogi do tych wysp , ponieważ ta już istniejąca wokół Indii została zajęta przez Portugalczyków.
Tak zaczęły się potem trwające przez parę stuleci walki kolonialnych potęg o monopol na Wyspach Korzennych.
W XV i XVI wieku był to jeden z najważniejszych celów dalekich zamorskich wypraw. Dzięki tym aromatycznym przyprawom, którym przypisywano wówczas prawie magiczne właściwości (także lecznicze), doszło do największych odkryć geograficznych. Dziś wyspy utraciły swój monopol na słynne przyprawy - cenne rośliny zostały wykradzione i rozpowszechnione w wielu innych krajach. Na samych Molukkach jest dzisiaj mniej plantacji niż w innych częściach Indonezji.

Autor zdjęcia: januszek
Gamalama - z widocznymi śladami świeżej lawy

Autor zdjęcia: januszek
W porcie Tidore - widok na miasto Ternate
Odwieczna rywalizacja 2 sułtanów
Szukając pamiątek po burzliwej historii Wysp Korzennych , odwiedziliśmy paręsetletni pałac sułtański w Ternate .Niestety, jako zabłąkana para rzadkich turystów nie mieliśmy szansy być na audiencji u córki sułtana, nie mówiąc o sędziwym gospodarzu, który do turystów już w ogóle nie wychodzi. Pamiątek jest niewiele - stare meble , dokumentacja sułtańskiej linii dynastycznej sięgającej XI wieku oraz regalia.
Aby tak długo utrzymać się u władzy sułtan z Ternate musiał prowadzić liczne polityczne rozgrywki z kolejnymi potęgami kolonialnymi. Co więcej wykorzystywał przybyszów z Europy do nękania swojego odwiecznego rywala z sąsiedniej wyspy Tidore, z którym walczył od paru stuleci o władzę nad północnymi wyspami dzisiejszej Indonezji. Było bowiem fenomenem , że na dwu niewielkich sąsiadujących z sobą wyspach (kilkanaście km po przekątnej) rezydowały dwa osobne i potężne sułtanaty .Obydwaj muzułmańscy władcy zezwalali Hiszpanom, Portugalczykom a potem Holendrom na budowę fortyfikacji wojskowych. Dziś pozostały z tamtych czasów tylko ruiny . Sułtan z Tidore - zakończył już dawno swoje panowanie , pałac został zniszczony. Na placu boju pozostał tylko sułtan w Ternate. Ale mieszkańcy Tidore walczą dzisiaj o przywrócenie sułtanatu.

Autor zdjęcia: januszek
Pałac sułtański w Ternate

Autor zdjęcia: januszek
Dwugłowy ptak garuda w herbie sułtana
Turystyka prawie zamarła
W wyniku wojny domowej na Molukkach ( konflikt pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami) ruch turystyczny zamarł niemal całkowicie, a sytuacja ta utrzymuje się do dzisiaj .Choć teraz nie trzeba się już starać się o specjalne zezwolenie na wjazd (od roku 2002 obowiązuje zawieszenie broni) pamięć o krwawych walkach tak łatwo nie zaciera się. Przez prawie 10 dni pobytu nie spotkaliśmy żadnego turysty. Nawet w Ternate - w stolicy prowincji .Sądząc po wpisach do księgi pamiątkowej w pałacu sułtańskim w pierwszych paru miesiącach br. wyspy odwiedziło ledwie kilkunastu turystów. Odczuliśmy na własnej skórze, że dawne formalności i praktyki wobec cudzoziemców nadal obowiązują. Nasze paszporty w jednym z hoteli w Ternate zostały zeskanowane a kopie przekazane na policję . Tak na wszelki wypadek.
Dzisiaj wszystko wskazuje na to, że krwawy konflikt był sprowokowany przez polityków i sterowano nim bezpośrednio z Jakarty.
Akurat w roku 1999 od władzy został odsunięty reżim wojskowy generała Suharto Jego zwolennicy świadomie wzniecali konflikty , aby pokazać światu, że w Indonezji po odejściu Suharto panuje chaos i że trzeba jak najszybciej wprowadzić ponownie wojskowe rządy silnej ręki. Wśród ludności kolportowany był np. list z apelem nawołującym chrześcijan z Ternate i Tidore do świętej wojny z muzułmanami podpisany przez przywódcę Kościoła Protestanckiego ,ale do dzisiaj nie wiadomo czy podpis i cały list nie były sfałszowane
Konflikt trwający od 1999 do 2002 roku pochłonął w sumie kilkanaście tysięcy ofiar śmiertelnych oraz doprowadził do opuszczenia domostw przez prawie pół ml ludzi. Zniszczono parę tysięcy budynków oraz ponad 200 obiektów sakralnych. W Ternate do dzisiaj widać ślady walk . Parę meczetów znajduje się w nadal w odbudowie. Zbierane są środki na ich renowację.
Halo Mister
W ciągu naszego pobytu nie spotkaliśmy się z jakimikolwiek przejawami wrogości. A byliśmy w północnych Molukkach - w środku muzułmańskiego żywiołu, gdzie niedawno działały radykalne bojówki. Na ulicach pozdrawiano nas przyjaźnie i z uśmiechem, najczęściej słowami Halo mister.
Gdy na ulicach Ternate zgasły światła - doszło do awarii w elektrowni, nawet w takich ciemnościach jakiś przejeżdżający motocyklista wypatrzył nas i pozdrowił osławionym Halo Mister.
To zawołanie towarzyszyło nam przez cały pobyt w północnej Indonezji. Słyszeliśmy go dziesiątki razy dziennie . Początkowo dziwiliśmy się , że tutejsi ludzie oddają szacunek tylko mężczyznom, jakby nie zauważając kobiet. Gdy jednak pewnego dnia Beata sama przechodziła ulicą ,i o dziwo też usłyszała za sobą Halo Mister, zrozumieliśmy że w tutejszej łamanej angielszczyźnie nie rozróżnia się płci.
Zdarzyło się parokrotnie np. na plażach, że byliśmy wręcz oblegani przez tubylców, głównie przez szkolne wycieczki i studentów - pozowaliśmy dziesiątki razy do wspólnych fotografii. Żartowaliśmy, że wzorem zachowania tubylców w innych odwiedzanych krajach powinniśmy chyba pobierać jakąś stawkę w rupiach za wspólne zdjęcie. Po takim oblężeniu czuliśmy się chyba to samo, jak Papuasi w dżungli gdy otoczyła ich grupa japońskich turystów z wycelowanymi w nich dziesiątkami kamer i obiektywów.

Autor zdjęcia: januszek
Ten nastolatek jest dumny z podobizny Sukarno na koszulce - twórcy niepodległości Indonezji

Autor zdjęcia: januszek
Tutejsze dzieci okazywały największe zainteresowanie naszą wizytą na wyspie.