bezdroza_logo
137266
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy Jak w piosence A. Lipnickiej: "Wszystko się może zdarzyć, gdy życie pełne marzeń, gdy czegoś ..."
Jak w piosence A. Lipnickiej: "Wszystko się może zdarzyć, gdy życie pełne marzeń, gdy czegoś ..."
Na Kazbeku dzień po dniu
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (5,00/89 gł)   
Oceń ten artykuł:

5 lipca 2011 r.

Ileż można spać!!! pobudka!!! ;) Czas na aklimatyzację. Tutaj niestety pojawiły się problemy. Podchodząc do góry na wysokości 4200 mnpm Madziulkowi puściła się krew z noska :( Musiała zejść na dół, ale Piotruś rezygnując z dalszego podchodzenia, zaopiekował się nią i zeszli na dół. Reszta ekipy walczy dalej z podejściem do góry. Skład Seba, Andy, Alicja, Zuzka dotarli na wys. 4300 mnpm, a ja i Motor dotarliśmy na platou 4400 mnpm. Pierwszy raz na takiej wysokości, a ja się czułam jak w siódmym niebie :)
Zrobione co miało być zrobione, więc schodzimy na dół. Szybki obiadek i regeneracja sił wylegując się na kamyczkach przed namiotami.


Godz. 18.00 czas zawinąć się do naszych "pięciogwiazdkowych" hoteli ;) czyli namiocików i kimono, bo jutro ruszamy o 2.00.

6 lipca 2011 r.

Adrenalinka rośnie - godz. 1.00 pobudka, 2.10 wyruszamy na Kazbek, góra . Dwa zespołu:
stuff 1. -Seba, Andy, Zuza, Alicja
stuff 2. - Piotrek, Motorek i ja (niestety Madziulka została, ze względu na jej wczorajszy nosek, ale to nie znaczy, że nie była na Kazbeku ;)

 

Z czołówkami na głowach przedzieramy się przez zbocza Kazbeka, mijamy inne ekipy aż do platou gdzie ubieramy uprzęże, wiążemy się i zaczynamy ostatni etap ataku szczytowego. Wyprzedza nas dwójka czechów, ale dzięki temu mamy troszkę ułatwioną sprawę, ponieważ przedzierają nam drogę. I tak o 8.00 stajemy na szczycie!!! Hurra!!! udało się :) Jako, że szłam na końcu miałam mocno wydeptane ślady więc przyznam szczerze, że tak na prawdę to jakoś specjalnie nawet się nie zmęczyłam, a wysokość chyba mi służy, bo nie czułam w ogóle tych 5 tys. Co tu dużo mówić: bezchmurne niebo, piękne kaukaskie szczyty, widok Elbrusa, na który początkowo się wybieraliśmy (ale nasza tradycją już chyba jest, że planujemy coś a "lądujemy" zupełnie w innym miejscu). Za wiele tutaj nie mam do napisania - jak ktoś ma marzenia to wie jakie to uczucie gdy MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ !!! :)

  
     

"Robota" zrobiona więc można schodzić w dół. Oczywiście po drodze nie opuszczały nas widoki, które staraliśmy się uchwycić aparatami, nawet próbowaliśmy "ułożyć z siebie" napis "Kazbek" ale chyba nam coś nie wyszło.
Godz. 13.00 jesteśmy na dole więc cała akcja górka, z przerwami na focie itd zajęła nam 11 godz :) - KOZAKI :)
   Obiadek, regeneracja sił wylegując na kamieniach przed namiotem i co hm.. o 15.30 zaczyna mi się nudzić, nie czuję się w ogóle zmęczona! Hm... Madzia proponuje wyjście pod Kapliczkę, która jest na 4000 tys. czyli 400m wyżej niż nasze namioty, dość strome podejście, ale być tutaj i tam nie wyjść hm... jasne, że idziemy :) to taki podwieczorek po Kazbeku, wiec ja, Magda i Motorek ruszyliśmy na "wspinanie" się w górę.  Przy kapliczce troszkę wiało więc w tym miejscu zagościliśmy tylko 20 min i zeszliśmy na dół dalej wylegiwać się dalej przed namiotami.
Magda jako "kobieta z jajem" nie odpuszczała i szukała ekipy, z którą mogłaby wyjść na szczyt na następny dzień. Poszukiwanai trudne, nie przynoszące konkretnego efektu, więc padło pytanie:
kto pójdzie z Magdą? wszyscy zaczęli się śmiać, a na to Piotrek: "Natalia, przecież ona nie jest zmęczona" No i tak się właśnie stało :)
Po zaliczeniu Kazbeku i kapliczki w ten sam dzień, dalej nie przeszkadzała mi wysokość i , a że z Magdą bardzo się zżyłam to zależało mi bardzo, żeby i jej noga stanęła na szczycie tego pięciotysiecznika.

7 lipca 2011 r.


Pobudka tym razem o 2.00 rano, o 3.00 ruszamy z dwoma Norwegami do góry. Warunki zupełnie inne niż dzień wcześniej, jest o wiele cieplej i o wiele gorzej się idzie do góry, ale oczywiście się nie poddajemy. Docieramy do platou gdzie wiążemy się liną z Magdą, która owija swoje stopki folią NRC, ponieważ jej zmarzły a nie miała więcej skarpet. Już na samym początku podejścia wyprzedzamy zorganizowaną grupę turystów, tym samym zostawiając Norwegów z tyłu. Przedzierając śnieg, walcząc z wiatrem idziemy do góry. 30 m przed siodłem brakuje sił i robimy , krótką przerwę na regenerację - herbatka, po batoniku i pojawia się iskierka w oku Magdu - "chce wyjść chociaż na siodło" więc ruszamy dalej. Po kilku minutach jesteśmy na siodle i widzę, że Magda chce wyjść, ale ma obawy - wierzę w nią, że sobie poradzi. Po ustaleniu, że jak tylko będzie cokolwiek nie tak na podejściu to się wycofuje ruszamy w górę. Uf... na szczęście to nie było potrzebne - WESZŁYŚMY WE DWIE NA KAZBEK !!! i to był właśnie ten najpiękniejszy moment wyprawy - Magda weszła na szczyt, który jej się należał, a ja się ciesze, że mogłam jej w tym pomóc :)
--   

---------

 


Strona: 1 2


Jak w piosence ...
Zobacz spis treści
»



relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża