bezdroza_logo
137266
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

Lubomir
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (6,00/59 gł)   
Oceń ten artykuł:

Wznosi się na wysokość 904 m n.p.m i jest najwyższym szczytem Beskidu Makowskiego (Średniego). Jeszcze do 1932 roku nazywany był Łysiną. Obecną nazwę zawdzięcza ówczesnemu właścicielowi tych terenów, Kazimierzowi Lubomirskiemu, który ofiarował 10 ha działkę wokół szczytu i drewnianą leśniczówkę pod budowę obserwatorium astronomicznego. Na cześć tego wydarzenia postanowiono przemianować górę na Lubomir, a Łysiną nazwano niższy, sąsiedni szczyt.

Lubomir znany jest przede wszystkim ze znajdującego się na jego szczycie obserwatorium astronomicznego. Jego historia jest odległa i sięga lat 20-tych XX wieku. Kierownictwo nad pierwszą stacją obserwacyjną objął Jan Gadomski. Pracował tutaj przez pierwsze dwa lata jej funkcjonowania. Dzięki tutejszym obserwacjom odkryto między innymi dwie komety. W 1944 roku stacja została zniszczona wskutek działań wojennych. Jednak tradycje astronomiczne Lubomira nie zostały zapomniane. W roku 2006 wmurowano kamień węgielny pod budowę nowego obserwatorium astronomicznego, a w 2007 roku dokonano jego otwarcia. Nowoczesny obiekt nosi imię Tadeusza Banachiewicza, wybitnego astronoma, profesora UJ.

Lubomir wznosi się nad znaną wszystkim trasą "Zakopianką", jednak mało kto z podróżujących nią słyszał o tym szczycie. Może i dobrze, bo miło jest wędrować szlakami turystycznymi wolnymi od tłumów turystów.

- Jutro o 6 rano jestem pod twoim blokiem i jedziemy na Lubomir. Słyszysz?! Masz być przygotowany! Ok? - wręcz wykrzyczałem te słowa przez słuchawkę telefonu do Marcina.
- Nie ma sprawy - odparł mój kompan jutrzejszej wyprawy. - Ale jutro jest 13 lutego, czy to nie pechowa data?
- To się okaże. Jutro sprawdzimy - odparłem.

Następnego dnia, punktualnie o umówionej godzinie, czekałem na Marcina pod jego blokiem. Ten wyszedł z klatki trochę zaspany, ale solidnie przygotowany do wycieczki. Na plecach miał wypchany plecak, w ręku aparat fotograficzny, stuptuty... tylko czekana brakowało. Wsiadł do auta i ruszyliśmy. Trasa wiodła przez Kraków, Myślenice. Dzień nie zapowiadał się pogodny. Dookoła gęste chmury, śnieg i lekki mróz. - Może damy radę - rzekł Marcin.

W Bęczarce po raz pierwszy widać szczyt Lubomira. Wznosi się dumnie w towarzystwie Łysiny i Kamiennika. Jednak przy dzisiejszej, pochmurnej pogodzie, możemy pożegnać się z tą panoramą. W Pcimiu pożegnaliśmy się z "Zakopianką" i przejachaliśmy na drugą stronę rzeki Raby. Początkowo wzdłuż niej, a potem ostro pod górę serpentynami przez kolejne przysiółki, dotarliśmy do Kudłaczy. Auto chcieliśmy zaparkować na terenie gospodarstwa agroturystycznego, jednak jego właściciel nam zabronił. Organizował w tym dniu kulig dla turystów i bał się, że goście nie będą mieli miejsc parkingowych. Nie zastanawiając się pojechaliśmy dalej, by po kilkuset metrach wjechać w otwartą bramę. Właściciel posesji bez problemu wskazał nam miejsce postoju. My natomiast powoli zaczęliśmy przygotowywać się do wędrówki. Sprawdziliśmy swoje plecaki, wyposażenie i około 9.00 ruszyliśmy w trasę.

- Kudłacze, Kudłacze... - szeptał pod nosem Marcin - ciekawe skąd nazwa?
- Prawdopodobnie od nazwiska, ale głowy za to nie dam. - odpowiedziałem.

Przeszliśmy obok znajdującego się na polanie schroniska, które raczej przypomina górską bacówkę. Chcieliśmy zajrzeć na chwilę, jednak szkoda było nam czasu. Poza tym, dopiero co rozpoczęliśmy wędrówkę, więc nie było sensu odpoczywać. Tuż za schroniskiem, szlak turystyczny koloru czerwonego wprowadził nas do lasu, gdzie konary drzew uginały się pod ciężarem zalegającego śniegu. Nasza trasa przypominała raczej słabo wydeptaną ścieżkę. Początkowo łagodnie, przez polanę Gowitka, a później nieco stromiej zaczęliśmy podejście pod Łysinę. Zauroczeni baśniową scenerią postanowiliśmy spędzić na szczycie kilka minut.

 

zdjecie_111022
Autor zdjęcia: piorun1977


Łysina przypomina wydłużony wał z niezbyt wydatnym szczytem o wysokości 891 m n.p.m. Rozpoczyna się tutaj szlak turystyczny koloru czarnego prowadzący do Pcimia oraz krzyżuje szlak żółty z Lubienia aż do Dobczyc przez Kamiennik. Po zrobieniu kilku zdjęć ruszyliśmy dalej.

 

zdjecie_111024
Autor zdjęcia: piorun1977


Warunki pogodowe zaczęły się pogarszać. Oprócz śniegu sięgającego po kolana zaczął dokuczać nam wzmagający się wiatr. Po niespełna pół godzinie zatrzymaliśmy się przy budynku obserwatorium astronomicznego na Lubomirze.

Była godzina 12.00. Pogratulowaliśmy sobie wejścia na pierwszy szczyt Projektu Korona Gór Polski i zamiast cieszyć się chwilą przystąpiliśmy do konsumowania zawartości naszych plecaków. Po kolejnych kilkunastu minutach na szczycie Lubomira pojawili się kolejni turyści. Po nich przybyli na skuterach śnieżnych młodzi ludzie, którzy zatrzymali się na chwilę na spóźnialskich kolegów. Narobili trochę hałasu i po 10 minut zniknęli w pobliskim lesie. W międzyczasie dokładnie zwiedziliśmy kopułę szczytową Lubomira.

- Michał, chodź szybko. Zobacz! Dziwne te kamienie, ciekawe co one tutaj robią? - zawołał Marcin.
- Wiesz co, to ruiny starej stacji. - odpowiedziałem.
Zainteresowanie mojego towarzysza podróży tym obiektem było tak duże, że poświęcił kilka minut na dokładne sfotografowanie reliktów przeszłości. Ja jednak zainteresowałem się nowoczesnym obiektem obserwatorium astronomicznego.

zdjecie_111023
Autor zdjęcia: piorun1977

 

Około 13.00 zaczął sypać drobny śnieg. Zaniepokoiliśmy się, gdyż dopiero co przecieraliśmy szlak w kierunku Lubomira, a ponownie będziemy musieli w drodze powrotnej grzęznąć w zaspać po kolana. Zapadła decyzja o natychmiastowym powrocie. Tuż za szczytem spotkaliśmy dwóch mężczyzn, którzy spokojnie zmierzali w naszym kierunku. Jeden z nich, w fokach na nogach, z plecakiem na aluminiowym stelażu i różowo-żółtej kurtce wyglądał dziwnie i niezbyt gustownie. Jego kolega, na nartach, posiadał bardziej nowoczesny strój turystyczny. Oczywiście, jak tradycja każe, pozdrowiliśmy się i zamieniliśmy między sobą kilka zdań, które zamieniły się w bardzo ciekawą rozmową. Opowiadali o swoich zimowych podbojach Beskidu, a my o letnich tatrzańskich wojażach. W bardzo miłym towarzystwie zleciała nam droga powrotna na Łysinę. Tutaj pożegnaliśmy się z naszymi nowymi znajomymi. Oni udali się szlakiem żółtym w kierunku Suchej Polany i Kamiennika, a my znanym nam już szlakiem czerwonym w kierunku schroniska na Kudłaczach.

W schronisku postanowiliśmy zatrzymać się na kilka minut. Zauroczył nas klimat tego miejsca, było tu czysto, schludnie i bardzo miło. Odpoczywając przeglądaliśmy stare numery magazynu n.p.m. komentując co ciekawsze artykuły. Śpiew kanarka, którego klatka wisiała pod sufitem bufetu wprawił nas w miły nastrój. Jednak sielanka skończyła się, gdyż zbliżały się popołudniowe godziny, co oznaczało rychły powrót do samochodu. Droga powrotna do Jędrzejowa minęła nam bardzo szybko na planowaniu kolejnej wyprawy.

13 lutego okazał się dla nas, debiutujących w zimowych wędrówkach po Beskidzie, bardzo szczęśliwym dniem. Zawsze warto marzyć i realizować te marzenia.

 

www.michalpiorun.home.pl






relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża