bezdroza_logo
134363
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy Zapiski z Wysp Korzennych – kwiecień 2009 I
Zapiski z Wysp Korzennych – kwiecień 2009 I
Goraici - Lelei (Moluki)
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (5,00/117 gł)   
Oceń ten artykuł:

Kurs w nieznane

 

Mieliśmy szczęście poznać w hotelowej recepcji młodego Ilhana - marzącego o założeniu w przyszłości własnej firmy turystycznej . I to on właśnie gorąco zachęcił nas do wypadu na wyspy Goraici, która jego zdaniem miała być najlepszym miejscem do snorkellingu w północnych Molukkach. .
Następnego dnia o świcie Ilhan pomógł nam odszukać w porcie Bastiang w gąszczu statków i promów ten właściwy , jakim mieliśmy dotrzeć na polecone rajskie wyspy. Sami - bez znajomości indonezyjskiego - nie odnaleźlibyśmy tego statku, bo tutaj nie ma żadnych rozkładów jazdy ani kas.
Wtłoczeni pomiędzy kilkudziesięciu miejscowych pasażerów wypłynęliśmy więc w nieznane - kapitan wziął kurs na południe. Mijaliśmy kolejne wyspy Ternate, Mare, Moti, Makian i Kayoa W ich tle majaczyły wulkaniczne wierzchołki Halmahery - największej wyspy północnych Molukków. Przejeżdżaliśmy przez sam środek krainy będącej niegdyś jedynym na świecie miejscem, gdzie rosły drzewa owocujące aromatycznymi przyprawami , żyły tylko tu w stanie dzikim i dopiero pod wpływem potężnego popytu z Europy zaczęły powstawać tu olbrzymie plantacje z tych roślin.
Po ponad 8 godzinach podróży popełniliśmy falstart, wysiadając za wcześnie na jednej z wysp (nie ma tu żadnych tablic na przystaniach). Wprowadził nas w błąd jeden z pasażerów , na szczęście czujny kapitan osobiście zawrócił nas z powrotem na pokład. Tak, byliśmy tutaj całkowicie zdani na łaskę tubylców. Nasz Isfahan z Ternate też nie miał najlepszych informacji, bo Goraici okazało się być mikroskopijną bezludną wysepka , obok której nasz statek tylko przepływał. Wysadzono więc na sąsiedniej nieco większej ,ale zamieszkanej wyspie Lelei .
Gdy nasz stateczek dobrnął wreszcie do przystani , i gdy zeszliśmy z koślawego, dziurawego pomostu, ktoś zaprowadził nas do domu Sofyana jako osoby najlepiej radzącej sobie z białymi cudzoziemcami.

 

zdjecie_57113
Autor zdjęcia: januszek

Kapitan lokalnego statku troskliwie się nami opiekował

 

zdjecie_57068
Autor zdjęcia: januszek

Wysiedliśmy dopiero na wyspie Lelei

 

W domku na palach

 

Kiedy przekonaliśmy się naocznie, że na Goraici nie ma tam żadnych cottages (gdybyśmy mieli namiot, można byłoby zastanawiać się ostatecznie nad wariantem biwakowania oraz wynajęcia jakiejś łódki w celu utrzymywania kontaktów z Lelei), zapytaliśmy Safyana o możliwości noclegu na jego wyspie. Podpłynął z nami do drugiego pomostu i wtedy wśród gęstego gaju kokosowego dostrzegliśmy kontury paru drewnianych domków na wysokich palach - jak się potem okazało przywiezionych tu aż z wyspy Sulawezi. „Cottage" należały do Państwowego Biura Turystyki w Północnych Molukkach , ale były zamknięte na wszystkie spusty w związku z tym, iż akurat nie było sezonu turystycznego ( otwierano je tylko na czas wakacji i świąt ). Jednak obrotny Safyan załatwił nam jakoś klucze . Domek był obszerny - z dwoma sypialniami, łazienkami , olbrzymim salonem z aneksem kuchennym oraz wspaniała werandą od strony morza. Wszystko było nieco przykurzone, ale stwarzało całkiem przyzwoite warunki do spędzenia kilku dni na wyspie. Zgodziliśmy się bez wahania - nie przejmując się nawet tym, że nie będziemy mieli światła (podłączenie możliwe tylko w sezonie) a także i wody w kranach (na nasze potrzeby przygotowano plastikowe beczki z wodą) . Piękno otaczających koralowych wysp było tak kusząca, że szybko zapomnieliśmy o trudach długiej podróży.
Sofyan Kaisupy - to jeden z nielicznych tubylców, z którym można się było porozumieć w języku angielskim. Trzeba przyznać, ze dosyć energicznie zajął się wszystkimi sprawami związanymi z naszym pobytem. Safyan zaoferował nam codzienne dostarczanie 3 posiłków przygotowywanych przez jego rodzinę oraz ewentualne przejazdy łódką po okolicy.

 

zdjecie_57069
Autor zdjęcia: januszek

Zamieszkaliśmy w drewnianym domku na palach na uboczu wioski

 

zdjecie_57112
Autor zdjęcia: januszek

Wyspa Goraici okazała się bezludna - był tam tylko daszek chroniący nas przed słońcem.

 

Noce na równiku

 

Obejście całej wyspy zajmowało zaledwie kilkanaście minut - po obwodzie liczyła ze 2-3 kilometry. Była niemal w całości porośnięta drzewami kokosowymi i bananowcami. Pośrodku znajdowało się niewielkie wzgórze , na którego czubku widniał niebieski dach znajdującego się w budowie betonowego ośrodka dla turystów ( prace wstrzymano, bo rząd dał na razie mniejsze środki, mają być w kolejnym roku na dokończenie inwestycji). Zachód słońca z widokiem na mały archipelag Goraici - podziwiany z czubka Lelei pozostanie niezapomnianym przeżyciem, co utrwaliliśmy na załączonym zdjęciu. Znajdowaliśmy się dokładnie na równiku.
Po kolacji Sofyan rozpalał nam zawsze 2 lampy benzynowe, które paliły się jeszcze przez godzinę, a potem zapadały już wokół nas ciemności egipskie. Na szczęście mieliśmy małą latarkę turystyczną , która pozwalała nam trafić do łóżka, zawiesić moskitierę i skorzystać z toalety. Komary próbowały atakować , ale my mieliśmy dobrą ochronę przed nimi. Najbardziej doskwierał nam w nocy brak jakiegokolwiek wentylatora. Mimo bliskości oceanu gęsta warstwa drzew nie przepuszczała żadnego podmuchu. Musieliśmy więc trochę ryzykować i spać przy otwartych oknach na oścież . Na wszelki wypadek pod oknem ustawialiśmy zaporę z bambusowych foteli, aby utrudnić dostęp do naszej samotnej twierdzy ewentualnym intruzom.
Komendant miejscowego posterunku policji , który odwiedził nas już po pierwszej godzinie pobytu , zapewnił , ze na Lelei nie ma przestępców. Dał nam jednak nazajutrz jasno do zrozumienia - poprzez naszego opiekuna Sofyiana - że powinniśmy mu dać jakiś podarek, najlepiej w postaci kartonu papierosów. Nie dowiedzieliśmy się nigdy, za co dawaliśmy tę skromną łapówkę o wartości ok.30 zł ( kupioną w jedynym na wyspie sklepiku typu szwarc mydło i powidło). Może za to, że wynajmowaliśmy bezprawnie - bez zezwolenia właścicieli - domek w czasie, gdy nie był on dostępny dla turystów? A może był to swoisty glejt bezpieczeństwa dla nas? W każdym razie czuliśmy się teraz na wyspie bezpieczniej, mając dobre układy z lokalną władzą.

 

Wśród muszli - gigantów

 

Byliśmy jedynymi turystami , więc każdy nasz ruch na wysepce Lelei był śledzony przez dziesiątki ciekawskich oczu, głównie dzieci, które kryły się przed nami po krzakach i po drzewach. Pełną wolnością mogliśmy się czuć za to na okolicznych bezludnych wysepkach, dokąd zawoził nas na parę godzin dziennie Safyan . Pewnego razu przywiózł nam tam także lunch.

 

zdjecie_57111
Autor zdjęcia: januszek

W 2 wioskach na wyspie Lelei mieszkało paręset mieszkańców.

 

zdjecie_57072
Autor zdjęcia: januszek

Widok na wyspę Lelei - oglądany z wyspeki Goraici

 

Wysepkę Goraici okalało kilkanaście innych równie małych i bezludnych wysepek, pomiędzy którymi kryło się mnóstwo atrakcyjnych , jeszcze nie zniszczonych raf koralowych.
Podczas snorkelowania obserwowaliśmy nie mniej gatunków ryb niż w okolicach słynnej wyspy Binaken. Mnie udało się nawet podpatrzyć potężnego żółwia sunącego jak czołg pomiędzy rafami. Najbardziej cieszyliśmy się z tego , że w tutejszych wodach nie było meduz, które tak uprzykrzają zawsze podpatrywanie życia na rafach.
Plaże usłane były dziesiątkiem wielkich muszli, jakich dotąd nigdy nie widywaliśmy - nawet na Palawanie (Filipiny). Niestety, woda zaczyna już wyrzucać na brzeg na razie pojedyncze odpady wyrzucane przez ludzi z okolicznych wysepek. Możemy sobie wyobrazić, co stanie się tutaj za kilka lat, gdy na Lelei zostanie wprowadzony całoroczny sezon turystyczny.

 

zdjecie_57110
Autor zdjęcia: januszek

Plaża na Goraici - usłana gigantycznymi muszlami

 

zdjecie_57087
Autor zdjęcia: januszek

Zachód słońca na równiku

 

Z bombą na ryby

 

Życie na wyspie Lelei płynęło spokojnym leniwym rytmem. Tutejsi mieszkańcy (400 żyjących w 2 sąsiadujących ze sobą wioskach) .są przedstawicielami grupy etnicznej o nazwie Makian posługują się nawet swoimi 2 odrębnymi językami makian, Utrzymują się głównie z połowu ryb i sprzedaży kokosów. Ziemi pod uprawę tu nie ma - ledwie starczy na przydomowe ogródki.
Pewnego dnia byliśmy też świadkami aresztowania na okolicznych łowiskach łodzi rybackiej, która używała prymitywnych bomb - robionych z nawozów sztucznych - do ogłuszania ryb. Takie praktyki są surowo potępiane przez mieszkańców Lelei, których ryby są podstawą egzystencji. Gdy zauważą przestępców , dzwonią za pomocą telefonów komórkowych (jedyny współczesny wynalazek, który rzeczywiście trafił „pod strzechy" ) na posterunek wodnej policji zlokalizowany na sąsiedniej wyspie Kaoya. Policja dysponuje bardzo szybkimi łodziami i pseudorybacy nie mają szans ucieczki. Zostali natychmiast złapani na gorącym uczynku. O wiele trudniejszy do wykrycia jest inny tutejszy nielegalny sposób połowu - roztworem cyjanku oblewane są większe rafy po to, aby wypłoszyć z kryjówek rzadkie gatunki ryb, które potem łatwo wpadają w podstawione sieci.
W ramach tutejszej tradycji życia we wspólnocie (nazywanej makayaklo) mieszkańcy pomagają sobie wzajemnie w codziennych zajęciach , podczas pracy w polu a także przygotowują razem ważne uroczystości, jak pogrzeby W ciągu tygodnia obserwowaliśmy właśnie przygotowania do pogrzebu (zmarła starsza kobieta) - grupa kobiet pośrodku wioski przygotowywała porcje ryżu zawijane w plecionkę z liści bambusowych i inne potrawy będące poczęstunkiem dla żałobników; pogrzeb miał charakter typowo muzułmański .

 

zdjecie_57106
Autor zdjęcia: januszek

Przygotowania do uroczystości pogrzebowych - goście będą jeść porcje ryżu zawinięte w specjalne plecionki z liści kokosu - tzw.ketupat.

 

zdjecie_57107
Autor zdjęcia: januszek

Miejscowi rybacy naprawiają sieci po porannym połowie

 

Co robi PIS na Molukach?

 

Jak się po pewnym czasie zorientowaliśmy, w domu Sofyana mieściła się siedziba jednej z silniejszych molukkańskich partii o jakże swojsko brzmiącym skrócie PIS (po przetłumaczeniu - Indonezyjska Partia Postępu) .
Sofyan mówił o sobie, że jest lokalnym sekretarzem tej partii. A jego brata Muhammada Djafara mieszkającego i działającego w Ternate można było zobaczyć na plakatach wyborczych - kandydował do parlamentu z ramienia swojej partii.
Brat Sofyana objeżdżał okoliczne wyspy i złożył podczas naszego pobytu także wizytę na rodzinnej Lelei. Były oficjalne przemówienia, śpiewano pieśni ludowe z regionu Makian, mieszkańcy wioski są bardzo dumni ze swojego wykształconego na Uniwersytecie w Ternate rodaka, który zaczął robić polityczną karierę. I oczywiście byli bardzo optymistycznie nastawieni do dalszych losów swojego ziomka. Nie ukrywali, że awans Mohammeda pomoże rozwiązać parę lokalnych problemów na wyspie - m.in. wstrzymane środki na rozbudowę ośrodka z niebieskim dachem, za mały budżet na olej do miejscowego generatora prądu, co zmusza do okresowych wyłączeń energii elektrycznej. Niestety, te marzenia spełzły na panewce. PIS uzyskał zaledwie 0,3% głosów i nie znalazł się w parlamencie.

 

zdjecie_57109
Autor zdjęcia: januszek

zdjecie_57108
Autor zdjęcia: januszek

Safyan jest sekretarzem miejscowego komitetu PIS-u - nad jego domem powiewa partyjna flaga wyborcza.


Informacje praktyczne - ceny:

 

Bilet za prom z Manado doTernate : I klasa - 440 000 IR (ok.132 PLN); II klasa - 330 000 IR (ok.99 PLN);

Przelot samolotem linii Lyon Air na trasie Ternate - Manado: 450 000 IR (ok.135 PLN);

Nocleg w hotelu Archie w Ternate (pokój 2-osobowy ze śniadaniem) - 290 000 IR (ok.87 PLN);

Placki z wanilią kupione w wózku na kółkach: 3000 IR ( ok.1 PLN);

Ryba smażona ulicy - 8 000 IR (ok.2,4 PLN);

Internet w Ternate za 1 godzinę - 4000 IR (ok.1,2 PLN);

Przejazd ojekiem z centrum Ternate na plażę w Sulamadaha oraz powrót - 60 000 IR (ok.18 PLN);

Przejazd ojekiem z centrum na lotnisko w Ternate - 20 000 IR (ok.6 PLN);

Przejazd lokalnym statkiem z Ternate na wyspy Goraici - 65 000 IR (ok.19,5 PLN);

Wynajęcie domku na Lelei dla 2 osób - 150 000 IR (ok.45 PLN);

Całodzienne wyżywienie na Lelei (3 posiłki dla 2 osób ) - 150 000 IR (ok.45 PLN);

Podczas przeliczania rupii indonezyjskich na PLN przyjęliśmy średni kurs z przełomu marca i kwietnia br: 1000 IR = 0,3 PLN

 


Strona: 1 2 3


Ternate - Tidor...
Zobacz spis treści
»



relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża