bezdroza_logo
152764
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Dzień 7 - 2 lipca 2008 (środa) Skellefteå - Arvidsjaur – Arjeplog - Røkland (404 km)
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (5,00/162 gł)   
Oceń ten artykuł:
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Spis treści:
Dzień 6 - 1 li...
Zobacz spis treści
»
Dzień 8 - 3 li...

Trasa w Mapy Google

     Tego dnia mieliśmy dotrzeć do jednego z celów naszej wyprawy, czyli za koło polarne. Piękną „Srebrną drogą” (krajowa 95) w poprzek Laponii mieliśmy dojechać znad Bałtyku nad Morze Północne, na drugą stronę Półwyspu Skandynawskiego, już do Norwegii. Dzień zaczął się jak co dzień. Śniadanie w szwedzkim bufecie, przed przerwą na kilka dni, nie wzbudziło już emocji. W planie na ten dzień mieliśmy ranne zakupy w Skellefteå. Ze znalezieniem supermarketu nie mieliśmy trudności. Sieć COOP jest popularna w całej Skandynawii. To takie nasze „Społem”, ale bez ideologicznych przekłamań. Po uzupełnieniu samochodowej „spiżarni”, ruszyliśmy w deszczu na północny zachód, w kierunku granicy norweskiej. Opuściliśmy brzeg Bałtyku i przez lasy, powoli wznoszącą się drogą dojechaliśmy do Arvidsjaur. Tu przerwa na odwiedzenie Lappstaden - tradycyjnej wioski Saamów z XVIII w. Saamowie to własna nazwa plemion zamieszkujących Laponię. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Saamowie wybijają się na samodzielność pod własną flagą, z własnym językiem i kulturą. Od Arvidsjaur obok flagi szwedzkiej pojawiała się flaga Saamów w kolorach niebieskim, czerwonym, zielonym i żółtym. Lappstaden to wioska kilkudziesięciu małych drewnianych domków z końca XVIII wieku, na co dzień nie zamieszkanych, ale używanych przez ich właścicieli na święto narodowe Saamów tzw. "Storstämningshelgen", które jest obchodzone w ostatni weekend w sierpniu każdego roku. W zupełnie pustej wiosce spotkaliśmy jeden z symboli Laponii tzn. wiewiórkę. Ciemniejszą niż nasze rude i bardziej puszystą, ale tak samo jak nasze ciekawską i fotogeniczną. Niestety deszcz przegonił nas i wiewiórkę.

     W dalszą drogę piękną 95-tką prowadziła nas coraz lepsza pogoda. Słońce przebiło ciemne warstwy chmur i oświetlało piękne krajobrazy leśnych jezior i skalnych rumowisk. Pojawiły się pierwsze wzgórza, będące zapowiedzią gór stanowiących granicę Szwecji i Norwegii. Nagle, wśród coraz niższych świerków i powyginanych sosen, zobaczyliśmy pasące się stado reniferów. Przygotowani przez lekturę przewodników, nie zdziwiliśmy się, że na szyi miały obroże, a w uszach kolczyki. Były to pasące się dziko, ale hodowlane zwierzęta, puszczane prawie wolno w lecie i dokarmiane w zimie. W ten sposób zaliczyliśmy, w oswojonej postaci, drugi symbol Laponii. Znudzone pozowaniem do dziesiątek zdjęć renifery, spokojnym truchtem, po wygodnej drodze pobiegły dalej.

     Po kolejnych kilkudziesięciu kilometrach coraz bardziej uroczej trasy, oświetlonej pełnym słońcem i świeżej po niedawnym deszczu, dotarliśmy do Arjeplog. Po zatankowaniu (benzyna w Szwecji jest tańsza niż w Norwegii, a była to ostatnia stacja benzynowa przed granicą – 14,11 SEK/l) poszliśmy do Muzeum Srebra (Silvermuseet i Arjeplog – http://silvermuseet.arjeplog.se/). Jest to miejsce gdzie zgromadzono przedmioty związane z życiem Saamów, ich kulturą i dziedzictwem. Kilka tematycznych wystaw, wśród których najlepiej czuła się Małgosia. Ulubiona forma skansenu i życia codziennego przedstawionego w prawie realnej postaci. Mnie zaciekawiły kolory tradycyjnych ubiorów Saamów, żywe granaty i czerwienie z elementami jaskrawej żółci i zieleni. Wszystko w świeżo rozbudowanych salach przy budynku dawnej szkoły (?). Obok kilka znanych nam już z formy chatek Saamów. Ciekawe doświadczenie. Po zwiedzaniu wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej (wśród innych wiele polskich wpisów !!!) i poszliśmy na szybki obiad. Tu niestety nie mamy czego polecać. Zwykła pizza w lokalu prowadzonym przez czarnoskórego Szweda i w drogę. Do Koła Polarnego.

Droga powoli pięła się w górę. Coraz bardziej uboga tajga przechodząca miejscami w tundrę urozmaicana była przez piękne jeziora o skalnych brzegach. Na horyzoncie pojawiły się ośnieżone góry, które wskazywały nasz cel. Za nimi była Norwegia i kolejne morze. Po drodze mijaliśmy rzadkie kampingi uroczo położone w dość odludnych miejscach. Na GPS-ie sprawdzaliśmy naszą szerokość geograficzną, aby nie przegapić ważnego miejsca. Za 66°33'39" N w lecie słońce nie zachodzi przez cały dzień. W pewnym momencie zauważyliśmy dużą białą tablicę z napisami w kilku językach „Polcirkeln” (koło polarne). Zatrzymaliśmy się na parkingu koło kempingu, ale wskazania na razie sprawującego się bez zarzutu GPS-u nie pokrywają się z dumną treścią. Było to dopiero 66°32'56" szerokości geograficznej północnej, ale już darowaliśmy te kilkadziesiąt sekund i zrobiliśmy serię pamiątkowych zdjęć. Słońce, temperatura powietrza i bujna polna roślinność nie wskazywały, że dotarliśmy tak daleko na północ, ale rzeczywiście tak było. Dalej droga zaczęła wspinać się coraz szybciej. Śnieg na zboczach był tuż, tuż, a temperatura za oknem spadła do około 10-15 oC . Dzikość otoczenia i wąska wstążka dopiero kilkanaście lat temu wyasfaltowanej drogi robiła na nas coraz większe wrażenie. Myślałem, że granica między Szwecją, a Norwegią biegnie po szczytach i grani. Jednak najwyższy punkt drogi 95 leży jeszcze po stronie szwedzkiej i dopiero kilka kilometrów ostrego (7%) zjazdu doprowadziło nas do kolejnej granicy. Znowu przystanek i zdjęcia. A zjazd to dopiero się zaczął. Przyzwyczajeni dotychczas do dużej przestrzeni wokół i drogi, na której spokojnie mijały się duże samochody, wjechaliśmy na normalną w Norwegii drogę. Wśród wysokich skał, z nachyleniem ponad 10%, przyczepioną do urwiska i wąską tak, że co około sto metrów (albo przed częstymi zakrętami) były mijanki. W dole płynęły rwące strumienie, a nisko stojące słońce oświetlało tylko szczyty nad nami. W taki karkołomny sposób przywitaliśmy się z Norwegią. Nadzieja na to, że to tylko drogi krajowe są takie, prysła po kilkunastu minutach. Dojechaliśmy do międzynarodowej E6, biegnącej z południa półwyspu Skandynawskiego przez Szwecję, Oslo i całą Norwegię aż do granicy z Rosją. Droga była równie wąska, o tyle, że nie biegła wzdłuż urwiska, a mijanki były nie potrzebne, bo było coś w formie pobocza. Trochę zmęczeni i delikatnie zestresowanidotarliśmy do Nordnes Camp & Bygdesenter (N-8255 Røkland – http://www.nordnescamp.no/) gdzie mieliśmy zarezerwowany domek. Cena norweska – 595 NOK za noc, ale niestety nic lepszego nie udało mi się przez internet znaleźć. Najbliższy hotel był około 100 km dalej na północ w Bodo. Warunki okazały się dość ekstremalne, zwłaszcza po dotychczasowych noclegach w niezłych turystycznych hotelach. Mimo połamanych szczebelków w łóżku (zresztą wymienionych błyskawicznie po pierwszym zgłoszeniu) i braku prysznica w domku (jak to na kempingu bywa) pomyśleliśmy „Nic to” i 10 m2 do przenocowania wystarczyło. Pogoda była piękna. Choć dochodziła 22:00 słońce świeciło ostro. Przejrzyste, czyste powietrze i przepiękna okolica w kotlinie nad rzeką nastrajały do spaceru z aparatami fotograficznymi i kamerą. Przed północą (słońce świeciło dalej choć nisko i skryte za górami) pojechaliśmy do Saltdal nad Skjerstadfjord. Miałem nadzieję, że na otwartej przestrzeni zobaczymy słońce o północy. Prawie się udało, ale niestety słońce było nisko, my też, więc chowało się za otaczające fiord góry. Piękne zdjęcia o północy nad pierwszym naszym fiordem zrekompensowały zawód, a widok oświetlonych zboczy potwierdzał, że tu słonce nie zachodzi. Z rozsądku (organizm się bronił na widok jasnego nieba) już po 1:00 położyliśmy się spać. Dzień dwóch mórz, koła podbiegunowego, kolejnej granicy i słońca o północy potwierdził, że wrażeń w tej podróży nigdy za mało. Dalej miało być ich coraz więcej, choć nie wyobrażaliśmy sobie, że to możliwe. Stąd (67°06'17" szerokości geograficznej północnej) zaczęliśmy wracać na południe.

Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


Dzień 6 - 1 li...
Zobacz spis treści
»
Dzień 8 - 3 li...



relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża

Created by Amistad Group