bezdroza_logo
152764
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Dzień 2 - 27 czerwca 2008 (piątek) Berlin – Poczdam - Odense (621 km)
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (5,00/162 gł)   
Oceń ten artykuł:
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Spis treści:
Dzień 1 - 26 c...
Zobacz spis treści
»
Dzień 3 - 28 c...

Trasa w Mapy Google

     Skromne śniadanie w hotelowym barze, kilka minut stresu przy wyjeździe przez wąską bramę (dopiero złożenie lusterek wyzwoliło nasz samochód z parkingu na podwórzu) i wreszcie poranne słońce pozwoliło nam na ciekawszy wariant trasy. Objeżdżając rozkopany Berlin zboczyliśmy do Poczdamu. Park i pałac Sanssouci sprawiają wrażenie jakby nie z tego świata. Po ciężkim i sztywnym Berlinie okazało się, że Niemcy potrafią także zrobić coś finezyjnego i uroczego. Jako miejsce do odpoczynku po trudach cesarskiego rządzenia Fryderyk II Wielki nie mógł wybrać lepiej. Mały pałacyk, położony na wzgórzu, widok na parkowe alejki, kilka altan dają niezaprzeczalne wrażenie spokoju i rokokowego wyrafinowania. Nie zwiedzaliśmy pałacu ograniczeni harmonogramem wycieczki, ale i tak przeszło dwie godziny spaceru po parku były dużą dawką piękna i zieleni. Setki zrobionych wspólnie zdjęć pokazują nie tylko pocztówkowe ujęcia zabytkowego terenu, ale także namierzone ciekawostki z życia parku (na przykład kot bawiący się złapaną myszą, puszczający ją, a potem chwytający znowu. Koniec okazał się prozaiczny - mysz była jednak pożywieniem). Z pewnym niedosytem, ale i ciekawością dalszych wrażeń ruszyliśmy dalej.

     Autostrada wiodła nas już tym razem mocno na północ, w kierunku granicy niemiecko-duńskiej. Poza próbami samochodu (czy producent nie kłamie w informacji o maksymalnej prędkości) i miejscami ulewnymi deszczami droga do Szlezwiku (najbardziej północnego regionu Niemiec) nie obfitowała we wrażenia. Dziewczyny grały w Scrabble (wersja turystyczna, w którą zaopatrzyli nas przewidujący kuzyni), a ja sprawdzałem niemiecki samochód na niemieckich autostradach. 200 km/h na liczniku nie wzbudziło sensacji, bo i tak inni (chociaż już rzadziej) jechali szybciej. Zalecana ze względów ekologicznych na autostradach prędkość 130 km/h większości wydawała się za mała i żeby nie być wśród kierowców zwalniających tempo, trzeba było utrzymywać średnią w okolicach 140-150 km/h. W ten sposób po niecałych pięciu godzinach od wyjazdu z Poczdamu pokonaliśmy prawie 400 km, zjedliśmy smakowity obiad w przydrożnej karczmie w Schackendorf (plus benzyna po 1,58 €/l) i dotarliśmy do Kanału Kilońskiego. Uznaliśmy, że warto ominąć Hamburg, gdyż piątkowe popołudnie mogło skończyć się korkiem na wyjazdowych drogach z miasta. W ten sposób ogólna średnia spadła, ale informacje radiowe potwierdziły słuszność tej tezy. Kolejna, prawie niezauważalna granica w Europie i w towarzystwie dość licznych samochodów zmniejszyliśmy prędkość do maksymalnej 130 km/h. Dania wyraźnie podkreśla przynależność do krajów skandynawskich i w wielu miejscach obok flagi duńskiej pojawiają się w komplecie flagi szwedzka, norweska i fińska. Po pokonaniu pięknego wiszącego mostu nad Małym Bełtem, między Jutlandią a Fionią byliśmy już prawie w kolejnym miejscu nocowania: – Motel Brasilia (Middelfartvej 420; 5491 Blommenslyst - http://www.blommenslyst-kro.dk/). Tu mieliśmy zaplanowane dwa noclegi, co przypadkiem obniżyło nasze koszty. Okazało się bowiem, że weekendowy pobyt jest objęty promocją i w ten sposób na dwie noce w dobrym pokoiku i śniadania w szwedzkim bufecie wydaliśmy 1350 DKK.

     Wczesna godzina (ok. 18:30), piękna pogoda i brak zmęczenia – przemyliśmy twarze z pyłu niemieckich dróg ;) i pojechaliśmy zobaczyć Odense. 10 kilometrową prostą, jak z bicza strzelił, drogą, ze słońcem w plecy dotarliśmy prawie do samego centrum i na dość luźnym parkingu (o tej porze już bezpłatnym) zostawiliśmy samochód. Uzbrojeni w przewodnik, wziętą z motelu mapkę i oczywiście w kamerę i aparaty fotograficzne poszliśmy w nieznane uliczki. Od samego początku urzekła nas swoją atmosferą. Wąskie, czyste zaułki z małymi knajpkami, kolorowe, co najwyżej dwupiętrowe kamieniczki i zaskakująco mało ludzi. Celem naszego spaceru miał być dom Jana Christiana Andersena, który urodził się, mieszkał i pisał w Odense. Gdy zbliżaliśmy się do niego, domki zmniejszyły się do parterowych, z nisko kończącymi się dachami, oknami z wypukłych kwadratowych szybek i kolorowymi elewacjami. Trudno się dziwić, że w tak bajkowym miejscu powstawały takie piękne Bajki. Mijane pomniki przypominały kolejnych ich bohaterów – Calineczkę, brzydkie kaczątko, a i postać samego mistrza kilkukrotnie pojawiała się na ławkach. Chyba mieliśmy szczęście, bo turystów można było policzyć na palcach jednej dłoni (razem z nami), a miejscowi siedzieli w domkach lub małych restauracyjkach. Co jakiś jednak czas sielankową ciszę miasteczka (choć Odense tak w ogóle to duże, 150 tysięczne miasto) przerywał przeraźliwy dźwięk klaskonów i krzyki kolorowych, młodych ludzi jeżdżących wokół na odkrytych pakach ciężarówek. Co okazało się później, byli to tegoroczni maturzyści, którzy w ten sposób dawali upust swoim emocjom wynikających ze zdanych egzaminów. Całkiem fajny zwyczaj, podobno w całej Skandynawii. Mimo coraz późniejszej godziny (ok. 22:00) słońce nie zachodziło – to jednak bardziej na zachód i bardziej na północ. Wśród kolejnych setek zdjęć znalazło się kilkanaście z fascynującej gromadki dzikich kaczek i kaczątek na stawiku obok muzeum Andersena. Również kolejnych kilkanaście z wystaw, na których królowały puste manekiny, gdzieniegdzie okryte tylko szarfami z procentową wartością obniżek i informacją o wyprzedażach. Okazało się także, że Dania to obok Holandii najbardziej rowerowy kraj. Dla potwierdzenia zasadności tego twierdzenia sfotografowaliśmy licznik przejeżdżających rowerzystów. Tego dnia przejechało już obok niego przeszło 8 500 pojazdów na dwóch kółkach. Znowu z delikatnym niedosytem wracaliśmy do motelu, obiecując sobie, że kolejny wieczór też spędzimy na uroczych uliczkach. Następny dzień też miał być ciekawy.


Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


Dzień 1 - 26 c...
Zobacz spis treści
»
Dzień 3 - 28 c...



relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża

Created by Amistad Group