bezdroza_logo
152764
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Dzień 16 - 11 lipca 2008 (piątek) Gudvangen – Stalheim - Tvindefossen - Bakka - Gudvangen (80 km)
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (5,00/162 gł)   
Oceń ten artykuł:
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Spis treści:
Dzień 15 - 10 ...
Zobacz spis treści
»
Dzień 17 - 12 ...

Nærøyfjord Wodospad - Tvindefossen

Trasa w Mapy Google

     Wreszcie wyspani, wstaliśmy około 10:00 i po spokojnym śniadaniu wyruszyliśmy na pożegnalny samochodowy spacer po okolicy. Pierwszy etap to Stalheim, przełęcz pomiędzy Gudvangen i Voss. Prowadzi na nią droga z najbardziej stromym podjazdem – około 10 % na prostych odcinkach i do 15 % na zakrętach. Dotychczas jeździliśmy nowymi tunelami pod przełęczą, ale teraz kierownica mocno w dłonie i gaz do dechy. Gdyby nie to, że droga wąska i pomiędzy zaroślami, nie byłaby już niczym emocjonującym, a tak była ukoronowaniem serpentyn, po których jechaliśmy w Norwegii. Na górze zaparkowaliśmy niedaleko znajdującego się tam hotelu. Architektonicznie nic specjalnego, ale położenie rewelacyjne. Nie ma się co dziwić, że w tym samym miejscu od 1885 roku odbudowywano kolejne hotele, na miejscu poprzednich niszczonych przez pożary.

    Zaszliśmy do środka, bo to jedyne możliwe miejsce do podziwiania panoramy doliny Nærøy, która rozpościera się znad urwiska. Wewnątrz trochę ocalałego wyposażenia z poprzedników stoi pośród całkiem nowoczesnego wystroju. Usiedliśmy w hotelowej kawiarni, przy stoliku z pięknym widokiem na góry i dolinę. Razem z Anią podeszliśmy do bufetu, gdzie młoda kelnerka przyjęła od nas zamówienie – po angielsku. Za chwilę zwróciłem się do córki, aby wybrała sobie herbatę – po polsku. Na twarzy kelnerki pojawił się szeroki uśmiech – w ten sposób to dogadamy się szybciej, powiedziała po polsku. Okazało się, że jest studentką turystyki z Krakowa, po raz kolejny dorabiającą sobie w czasie wakacji w tym hotelu. Nie była jedynym cudzoziemcem, a właściwie należała do większości obsługi hotelu, bo Norwegiem był chyba tylko szef (3 herbaty x 30 NOK !!!).

    Z hotelowego tarasu wyszliśmy do ogrodu i nad krawędź prawie stupięćdziesięciometrowej przepaści. Kolorowe kwiaty uspokajająco działały po spoglądaniu w dół, na płynący w dole strumień i samochody jadące bądź szybko po trasie do tuneli pod nami, bądź z mozołem wspinające się po stromych serpentynach.

     Łatwiejszą drogą w kierunku Voss zjechaliśmy do trasy E16. Po lewej stronie zostawialiśmy jezioro Oppheimsvatnet. Małgosi przygotowanej do fotografowania, tym razem udało się zrobić kilka ujęć ciekawej chatki, która za dach i jedną z ścian miała ogromny płaski głaz, skałę pod kątem wystającą ze zbocza. Po 20 minutach zaparkowaliśmy przy widowiskowym wodospadzie o trzech używanych zamiennie nazwach: Tvindefossen, Tvinnefossen lub Trollafossen. Z oglądanego w norweskiej telewizji (nawet zrozumieliśmy !!?!), programu krajoznawczego, dowiedzieliśmy się, że woda spadająca z ponad 150 metrów szerokimi strumieniami, pochodzi prawdopodobnie z tego samego źródła, co ta butelkowana po 10 $ w Voss. Skorzystaliśmy z jednej z rad niekonwencjonalnej prezenterki TV. Nie poszliśmy daleko w realizacji jej pomysłów i nie kąpaliśmy się nago w odmładzającym „prysznicu”, a jedynie wykazaliśmy się oszczędnością i wzięliśmy ze sobą dużą butelkę na wodę. W rozbryzgującej się na kamieniach wodzie razem z Anią wspięliśmy się do miejsca, gdzie woda swobodnie spadała z góry i napełniliśmy 1,5 litrową butelkę. W końcu, po odliczeniu ceny oryginalnych flaszek, „zaoszczędziliśmy” pewnie jakieś 20 $. Całą ekspedycję po wodę uwieczniała z dołu Małgosia.

    Około 13:00 zawróciliśmy w kierunku Gudvangen. Postanowiliśmy odwiedzić naszą gospodynię, która przy głównej uliczce miejscowości, w białym drewnianym domku, prowadziła sklepik z ręcznymi wyrobami pamiątkarskimi. Zachęcał nas do tego wcześniej jej mąż, wręczając wizytówkę sklepiku. Rzeczywiście było bardzo sympatycznie. Zostaliśmy poczęstowani kawą i herbatą oraz naleśnikami z truskawkami. Przez ponad pół godziny, korzystając z znanych zasobów słów angielskich i niemieckich, opowiadaliśmy o sobie nawzajem. Z opinii o oschłości Norwegów po raz drugi w czasie naszej wyprawy nic nie zostało. Potem obejrzeliśmy oryginalne wnętrze domu wypełnionego miejscowymi produktami i nie typowymi pamiątkami. Na pewno nie były to seryjnie produkowane souveniry, których pełno w sklepikach przy turystycznych atrakcjach, tylko autentyczne starocie. Zachwycona Małgosia zrobiła kolejnych kilkadziesiąt zdjęć. Odjeżdżając zostawiliśmy chyba zadowoloną z odwiedzin panią Ramsøy.

    Dziewczyny myślały, że wracamy już do domku, ale ja wykorzystałem przewagę kierowcy i pojechaliśmy jeszcze dalej. Koło portu minęliśmy oczyszczony już z efektów lawiny plac przeładunkowy i wolną od głazów wąską jezdnią wjechaliśmy na drogę do Bakka. Chciałem zobaczyć nasz fiord z drugiej strony. Dojeżdżając do tunelu – raptem 1750 metrów, nie spodziewałem się, że napotkamy kolejną atrakcję. Tunel nie był oświetlany. Wrażenie niesamowite. Żeby choć trochę odstresować Małgosię i własnego lepszego samopoczucia jako kierowcy, zapaliłem dosłownie wszystko co ma do dyspozycji nasz samochód, włącznie ze światłami przeciwmgielnymi i awaryjnymi. I tak jeszcze długo po wyjeździe z ciemności, Małgosia nie mogła dojść do siebie. Na szczęście widok naszego domku z drugiej strony fiordu zrekompensował trochę ten stres. Kilka kilometrów do samego Bakka wiodło kolejną drogą o szerokości jednego samochodu, z mijankami co kilkaset metrów. Co jakiś czas mijaliśmy odgarnięte z drogi kamienie i głazy, pozostałości niedawnej lawiny. Inna niż dotychczas perspektywa, z której oglądaliśmy fiord potwierdziła naszą dotychczasową opinię na temat wspaniałości tego miejsca.

    Po domowym obiedzie, w czasie którego dość rzęsiście, ale krótko popadał deszcz, zrobiliśmy sobie kolejne sesje zdjęciowe fotogenicznego domku, ogródka i oczywiście fiordu. Wieczorem już tylko pakowanie, bo ze smutkiem spostrzegliśmy, że to już nasza ostatnia noc w Gudvangen, a przed nami już droga powrotna do Polski. Wpisałem nasz pobyt do pamiątkowej księgi gości w grubych drewnianych okładkach. Opisałem na „tylko” jednej stronie naszą wyprawę i zauroczenie Norwegią. Szybko położyliśmy się spać, bo w planie była pobudka o barbarzyńskiej godzinie 6:30 i wyjazd przed 9:00 w kierunku do Oslo.


Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


Dzień 15 - 10 ...
Zobacz spis treści
»
Dzień 17 - 12 ...



relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża

Created by Amistad Group