bezdroza_logo
152764
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Dzień 13 - 8 lipca 2008 (wtorek) Gudvangen - Flåm - Gudvangen (37,5 km statkiem i 21 km autobusem )
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (5,00/162 gł)   
Oceń ten artykuł:
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Spis treści:
Dzień 12 - 7 l...
Zobacz spis treści
»
Dzień 14 - 9 l...

Nærøyfjord Stavkirke w Undredal

Trasa w Mapy Google

     Niezbyt słoneczna, a nawet trzeba powiedzieć pochmurna pogoda nie nastrajały do planowanej wcześniej wycieczki na lodowiec. Na fiordzie pojawił się jeden z wycieczkowców. Mierzący raptem 155 metrów długości, sześciopiętrowy (nad linią wody) „Silver Cloud” od rana zajmował miejsce na idealnie płaskiej wodzie fiordu. Motorowe łodzie przewoziły chętnych pasażerów na brzeg. Postanowiliśmy i my skorzystać z możliwości podziwiania fiordu od strony wody i zrealizować planowaną wycieczkę promem z Gudvangen przez Aurland do Flåm. Po 11:00 przez otwarty dziób, zaokrętowaliśmy na prom ”Gudvangen” miejscowego przewoźnika ”Fjord1” (http://www.fjord1.no/ – 490 NOK za dwie osoby dorosłe i do dwójki dzieci – bilet rodzinny) pływający regularnie po tej trasie. Ponad dwugodzinna podróż pośród stromych zboczy, ponad 1500 metrowych gór, po wąskim fiordzie stanowi jeden z etapów turystycznej trasy nazwanej ”Norway in nutshell”.

     Mimo niezbyt wysokiej temperatury większość turystów, wśród których wycieczki Japończyków, Rosjan i prawdopodobnie innych nierozpoznanych nacji, ale i Polacy, została na górnym pokładzie. Dość ostry wiatr nie przeszkadzał fotoamatorom (wśród których i nasza trójka) w cykaniu dziesiątek i setek zdjęć nieporadnie oddających niesamowitą aurę jednego z najpiękniejszych fiordów – Nærøyfjord. Minęliśmy „nasz” czerwony domek, który od strony wody wyglądał jeszcze bardziej fascynująco, przyczepiony do zbocza pod wysoką na przeszło 300 metrów pionową, skalną ścianą. Rejs promem lub statkiem nie jest jedynym sposobem na podziwianie fiordu od strony wody. Duża grupa kajakarzy, których kajaki, maleńkie wobec naszego promu ginęły wprost na tle majestatycznych stromizn, zostawiały na powierzchni wody jedynie kreski mikro kilwaterów. Prom podpłynął do mijanej na brzegu wsi Bakka, z charakterystycznym maleńkim, białym kościółkiem. Płynęliśmy dalej napotykając rzadki na tych wodach jacht pod żaglami. Wiele nitek wodospadów spływających po 500 metrowych zboczach urozmaicało surowy wygląd skalnych urwisk. Kolejny przystanek to przysiółek Styvi, do którego nie ma innego dojazdu, jak tylko od strony wody. Tu pożegnaliśmy kilkoro turystów, których celem była piesza wędrówka z powrotem do Gudvangen. Zaraz po drugiej stronie fiordu następny pomost, ale statek nie przycumował do niego. Jedynie na końcu długiego bosaka trzymanego przez marynarza pojawiło się duże pudło, które zostało zręcznie postawione na deskach. Okazało się, że była to przesyłka dla jednego mieszkańców Dyrdal lub dalej w głębi leżącego Hjølmo, a prom służy jako jedyny środek transportu dla ludzi, poczty i innych towarów. Woda zaczęła się marszczyć, a my na naszym statku dopłynęliśmy do końca Nærøyfjord. Przylądek pomiędzy fiordami był też końcem wyprawy grupy kajakarzy, którzy wyciągnąwszy kajaki na wysoki brzeg, odpoczywali przed drogą powrotną. Zaczął się Aurlandsfjord, a na jego brzegu przywitało nas Undredal, słynące z hodowli owiec. To tłumaczyło, skąd na urwistych i prawie bez roślinnych zboczach pojawiły się stada wylegujących i pasących się (?!!!) białych, brązowych i czarnych owiec i kóz. W oddali, na kolejnym zboczu można było spostrzec powiększające się kolorowe domki Aurlandsvangen. Tu znowu wracaliśmy do cywilizacji. Na brzegu stały świeżo wybudowane pensjonaty, a po przyczepionej do stoku drodze jeździły samochody i ciężarówki. Po krótkim postoju w porcie kapitan skierował dziób promu do Flåm. Z odległości kilku kilometrów zobaczyliśmy cumujące na fiordzie trzy duże wycieczkowce. Tym razem to my poczuliśmy się lilipucim stateczkiem wobec dwustumetrowych i prawie dziesięciopiętrowych olbrzymów. Były to „Discovery”, „Balmoral” i znany nam już „Silver Cloud”, jako jedyny i ten najmniejszy przycumowany wprost do nabrzeża. I nasz prom przycumował obok, wprost przy stacji kolejowej Flåm. Pełni wrażeń, nasyceni wiatrem i ciężsi o megabajty zrobionych zdjęć zeszliśmy na brzeg. Po wizycie w kolejnym sklepie z norweskimi pamiątkami, gdzie zaspokoiliśmy potrzebę sprawienia prezentów naszym najbliższym, poszliśmy na peron. Jednak zniechęceni przez pana Ramsøy’a, właściciela naszego domku, nie postanowiliśmy pojechać jedną z „największych, turystycznych atrakcji Norwegii”, czyli Flåmsbana (http://www.flaamsbana.no/). Po ilości turystów wsiadających do potężnych wagonów ciągniętych przez jeszcze potężniejsze lokomotywy, oceniliśmy trafność naszej decyzji. Widoki, nawet najbardziej fascynujące, nie mogły być inne, niż te które już oglądaliśmy, lecz w bardziej naturalnych warunkach, bez setek ludzi wokoło. Nie podważam oceny bedekerów, ale to rzeczywiście miała być „Norwegia w pigułce”, a my mieliśmy szczęście widzieć Norwegię nie tylko w pigułce.

     Chmury nie rozwiały się, a my mieliśmy już ochotę wrócić do przytulnych pokoi z widokiem na fiord. Zakupy na obiad w miejscowym mini-markecie i na przystanek lokalnego autobusu, którego odjazd zaplanowany był na 15:00. Za 2 razy po 46 NOK i raz 35 NOK w 20 minut znaleźliśmy się w Gudvangen. I tym razem na drodze do drzwi naszego domku stało stado brązowo-czarnych owiec. W czasie, gdy Małgosia robiła domowy obiad, usiadłem przy oknie na parterze i zapatrzyłem się na fiord. Na pytanie, o czym myślę, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że zupełnie o niczym, tylko zapatrzyłem się na niewątpliwy cud natury, jakim jest ten język morza wrzynający się głęboko w ląd między strome góry.

     Korzystając z tego, że cienka warstwa chmur nie przytłumiała słonecznego światła, wyszliśmy z Anią na wieczorny spacer po okolicy. Oczywiście z nieodłącznymi aparatami fotograficznymi. To, co zostało uwiecznione na zdjęciach – bardzo piękne ujęcia fiordu, pasących się owiec, startujących ptaków, roślin na łące i w przydomowym ogrodzie, rdzewiejących śladów cywilizacji nie mogącej się przeciwstawić naturze – nie może oddać rzeczywistości, która na zawsze zostanie w oczach i w pamięci.

     Po kolacji na spacer poszła też Małgosia i dołożyła do naszej kolekcji swoje zdjęcia z wieczornej sesji, której nie przeszkodziła późna pora – ok. 21:30. Było tak samo jasno jak przez cały dzień. Białe noce były zjawiskiem, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić przez te kilka dni.


Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


Dzień 12 - 7 l...
Zobacz spis treści
»
Dzień 14 - 9 l...



relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża

Created by Amistad Group