bezdroza_logo
152764
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Dzień 10 - 5 lipca 2008 (sobota) Dombås - Lom – Dalsnibba - Stryn - Dragsvik - Gudvangen (520 km)
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (5,00/162 gł)   
Oceń ten artykuł:
Przez cztery stolice do słońca o północy i zadumy w oknie nad fiordem.
Spis treści:
Dzień 9 - 4 li...
Zobacz spis treści
»
Dzień 11 - 6 l...

Dalsnibba Hostel w Dombås Nad Jeziorem Djupvatnet Nærøyfjord Stavkirke w Lom Strynefjellet Strynefjellet

 

Trasa w Mapy Google

     Pobudka wcześnie i po zamówionym w hotelu śniadaniu, już o 8:30 ruszaliśmy w drogę. Piękna pogoda (kolejny dzień !) pozwoliła nam na realizację najdłuższego wariantu zaplanowanej trasy. Najpierw w dalszym ciągu drogą E6 przez Dovre do Sel. Cały czas w dół, co dopiero pokazało nam jak wysoko byliśmy, wzdłuż kotliny między górami dojechaliśmy do miejsca, gdzie pożegnaliśmy się z dotychczasowym szlakiem, towarzyszącym nam od koła podbiegunowego. W małej miejscowości zjechaliśmy na wąską asfaltową szosę, która nagle (po mało widocznym ostrzeżeniu) przeszła w szutrową, jeszcze węższą drogę. Na domiar wszystkiego szutrówka była w remoncie, biegła przez las, ostro i prosto w dół. Żona i córka, jeszcze delikatnie zaspane, obudziły się natychmiast, a ja doceniłem swój samochód, który po przełączeniu na tryb ręcznej zmiany biegów, wymagał właściwie tylko dobrego trzymania kierownicy. Około 10 km takiej jazdy było ciekawym wstępem do dzisiejszej trasy. Kolejne 40 km było tylko podziwianiem wysokich lasów, długich jezior w kotlinie i rysujących się w oddali zaśnieżonych gór. Po drodze mijaliśmy grupki kolarzy, szykujących się do corocznego, lokalnego wyścigu, co ze względu na coraz bardziej strome podjazdy wydawało nam się przedsięwzięciem dość ekstremalnym. Już po 10:00 dotarliśmy do Lom, gdzie z daleka witał nas piękny stavkirke (kościół słupowy). Kościoły tego typu, charakterystyczne dla Norwegii, w swojej pierwotnej formie były prawdopodobnie świątyniami wikingów, a gdy chrześcijaństwo stało się religią panującą, były budowane ku czci nowego Boga. Drewniane od ścian do dachów, wykańczane runicznymi zdobieniami i najbardziej znanymi głowami smoków na końcach kalenic, zachowały się w niezmienionym kształcie w niewielu miejscach, ale i nowe norweskie kościoły nawiązują do tej tradycji. Zobaczyliśmy więc budowlę jakby podobną do czegoś, co widzieliśmy już wcześniej i to w Polsce. Ale oczy nas nie myliły, Jeden z takich kościołów został przeniesiony w XIX w. do Karpacza i złożony od podstaw. Chodzi oczywiście o kościółek Wang mylnie traktowany przez niektórych turystów jako świątynia z dalekiego wschodu.

     Obeszliśmy mający 850 lat budynek, ale do środka już nie weszliśmy. Zniechęcił nas tłumek japońskich turystów, obwieszonych aparatami i żywiołowo zachwycających się zabytkiem. Czas gonił nas dalej. W Lom zaczyna się droga 55, podobno (nie dane nam było tym razem sprawdzić) najpiękniejsza widokowa droga, z wyznaczonych w Norwegii narodowych dróg turystycznych (www.turistveg.no), Sognefjellet – droga Sognefjell. My jechaliśmy dalej drogą 15 w kierunku na Stryn, wzdłuż górskiej, wartko mknącej rzeki Otta. Po mniej więcej pół godzinie jazdy zatrzymaliśmy się przy kampingu Dønfoss, co już z norweskiej końcówki „foss” wskazywało na jakąś formę wodospadu. I rzeczywiście nie zawiedliśmy się. Z hukiem i grzmotem rwąca rzeka, przełamująca się na wystających z turkusowej wody skałach rozbijających nurt w wodny pył, robiła rewelacyjne wrażenie. W sumie był to pierwszy widziany przez nas w Norwegii taki przełom. A i sam kamping dość ciekawie wykorzystał położenie w skalnym przełomie. Basen był po prostu niecką, oddzieloną od rzeki kamienną groblą i kąpiący mogli mieć wrażenie, że pływają w górskim strumieniu. I oczywiście wszędzie obecne trolle.

     Dalej drogą 15 aż do miejscowości Grotti, gdzie drogowskazy zachęcały do kolejnego szlaku turystycznego, Gamle Strynefjellsvegen (starej drogi Strynefjell), ale i tym razem nie skorzystaliśmy z zaproszenia. Ciągnęła nas jak magnes perspektywa widoku fiordu Geiranger ze szczytu góry Dalsnibba. Zboczyliśmy z gościnnej 15 na drogę 63 – na Geiranger i wzdłuż zamarzniętego (lipiec, +20oC !!!) jeziora Djupvatnet wśród ośnieżonych szczytów i zboczy, coraz węższą szosą, dojechaliśmy do znanej mi z opisów, płatnej (75 NOK) szutrówki (drogi Nibbevegen) na górę. Moje pasażerki nie były całkiem przygotowane na taką jazdę, ale i ja czułem się jak na próbie ekstremalnej jazdy. Wąziutka, bez żadnych barierek, szutrowa droga przyczepiona do zbocza, z rzadko pojawiającymi się mijankami i ostro, serpentynami biegnąca do góry. Z poziomu ok. 1050 metrów do 1476 metrów n.p.m. w ciągu ok. 2 km. Ale warto było. Samochód i pasażerowie zdali egzamin. Jeszcze przed szczytem, na dość dużej połaci śniegu wypatrzyliśmy stado wędrujących reniferów. Choć zatrzymać się nie było raczej gdzie, to pomiędzy kolejnymi zakrętami udało się je sfotografować. Na samym szczycie parking i platforma, z zapierającym dech w piersiach widokiem. W dole rozpościerał się najsłynniejszy chyba i rzeczywiście urzekający Geirangerfjord. Piękna pogoda pozwalała zobaczyć go w całości. Maleńkie żuki pełznące po zboczu okazywały się być samochodami mozolnie pokonującymi kolejne metry w góry, małe kropki – ludźmi już niżej próbującymi podziwiać piękno widoku, a kreski na morskiej wodzie – stateczkami turystycznymi umożliwiającymi zachwyt tym dziełem przyrody z samego dołu. Było południe, ale temperatura nie przekraczała 10oC. Ani to, ani ostry wiatr nie przeszkadzało w gorączkowym chłonięciu pejzaży oraz uwiecznianiu na fotografiach i filmie. Otaczające to wszystko ośnieżone góry dopełniały niezapomnianej całości. Wszędzie kupki z kamieniu ustawiane na pamiątkę przez turystów. Wśród tychże spotkaliśmy także i Polaków. Sympatyczne małżeństwo – sami zaproponowali, że zrobią nam zdjęcie – jedno z niewielu, na którym jesteśmy razem we trójkę. Obok parkingu sklepik z pamiątkami i słodyczami, mała wystawa (płatna :(, więc zrezygnowaliśmy) i WC. (Dalsnibba Senteret)

     Czas gonił, więc jedziemy z powrotem. Łatwo powiedzieć, ale trudniej wykonać. Pod górę jakoś łatwiej. Ale cóż – skrzynia biegów w tryb manualny i do dołu. Dobrze, że Małgosia zdecydowała się nakręcić tę drogę przy pomocy kamery i zajęła się filmowaniem, bo ekstremalna jazda po wąskich skalnych serpentynach, wśród innych, nie koniecznie wprawnych użytkowników drogi, była nie lada wyzwaniem. Widoki rekompensowały ucisk siedzącej na ramieniu duszy.

Zostawiamy po prawej stronie drogę do Geiranger i jedziemy dalej drogą 15 na Stryn. Coraz dłuższe tunele nie robiły na nas już wrażenia, ale widoki (słowo, które pojawia się często w opisie, ale bez niego nie byłoby o czym pisać) cały czas na najwyższym poziomie emocji. Przejechaliśmy raptem kolejne 30 km i już „musieliśmy” się zatrzymać. W czasie zjazdu kolejnymi serpentynami wrażenia uciekały za szybko. Jadąc dalej wzdłuż jeziora Strynevatnet mijamy Jostedalsbreen Nasjonalparksenter – Centrum turystyczne lodowca Jostedal. Lodowiec mamy w planie kolejnego dnia, więc zostawiamy je bez żalu. Stryn, miejscowość turystyczna, pełna ludzi, samochodów i kolorowych reklam nie robi na nas dobrego wrażenia po raczej nieskażonych ludzką działalnością przejechanych kilometrach. Szybko tankujemy benzynę (13,88 NOK/l) i zmieniając plany, postanawiamy obiad zjeść gdzieś dalej. Szosa 60 wije się wzdłuż brzegu Faleidfjord (odnogi Nordfjord) przez kolejne turystyczno-wypoczynkowe miasteczka. Na szczęście dość niespodziewanie odbija od wody i ostro w górę (kolejne serpentyny) dociera do grzbietu góry, gdzie odnajdujemy nietypowy, bo wybudowany w nowoczesnym stylu hotelik i restaurację (Karistova Hotell – http://www.karistova.no/). Widok z okien od stolika znakomicie przyprawia nam podane dania miejscowej kuchni. Dobrze po 15:00 ruszamy dalej i po ostrym (nic nowego ) zjeździe, wzdłuż biegnącej głęboką doliną rzeki jedziemy międzynarodową E39 na południowy zachód. Po około godzinie skręciliśmy w lewo w zaczynającą się tu drogę 13, biegnącą aż do Stavanger. Naszym celem jednak było nie to odległe miasto (prawie 500 km na południe), lecz przejechanie początkowym jej odcinkiem, kolejnym z turystycznych szlaków Norwegii. Niespodziewanie dość, zaraz za wioską Vallestad, po lewej stronie szosy zobaczyliśmy kolejne spienione wody rzeki (jak się okazało – Gaula). Zjechaliśmy z szosy, ale nie trafiliśmy na parking, tylko na polną drogę biegnącą wprost przy rwącej wodzie. Ciekawostką była mini elektrownia wodna czerpiąca energię ze spadającej wody.

     Na kolejnym odcinku, coraz ciekawszej widokowo, pnącej się ostro w górę przez malutkie wioski przycupnięte nas stokach, drogi spotkaliśmy się z nieznaną z polskich dróg sytuacją. Jadący przed nami kierowca autokaru, widząc, że biedzimy się jadąc powoli za nim i nie mogąc go w żaden sposób, z powodu licznych zakrętów, wyprzedzić, po prostu zatrzymał się na kolejnej mijance i gestem dał znać abyśmy pojechali przed nim. I dzięki temu uprzejmemu kierowcy mogliśmy zachwycać się nowymi widokami na kolejnych serpentynach, którymi zjeżdżaliśmy w kierunku do Sognefjord i miejscowości Dragsvik. Coraz niższe słońce już na pomarańczowo oświetlało zbocza po przeciwnej stronie kotliny, kładąc długie cienie na wodzie. Z Dragsvik do Vangsnes przepłynęliśmy promem (samochód z kierowcą i dwójką pasażerów – 118 NOK). Te kilkanaście minut odpoczynku dla kierowcy stało się dodatkową atrakcją dla nas wszystkich. Piękna pogoda, zachodzące słońce i spokojna woda fiordu zachwyciły nas kolejny raz tego dnia.

     Po wylądowaniu około 19:00 po drugiej stronie fiordu poczuliśmy, że do celu już coraz bliżej. Nie spodziewaliśmy się jednak, że nie tak bardzo blisko i że czekają nas jeszcze kolejne atrakcje widokowe i krajoznawcze. Najpierw wzdłuż brzegu przez miejscowość Vikøyri, a potem dalej drogą 13 na południe. Z zafascynowaniem patrzyliśmy na mijanych młodych ludzi, biegnących pod górę po jezdni na nartorolkach. Kolejne ośnieżone góry nie były już czymś nowym, ale jazda przez wycięte w śniegu wąwozy (na kilka metrów wysokie ściany ze śniegu po obu stronach jezdni), biorąc pod uwagę temperaturę około +20oC i lipiec, robiła duże wrażenie. Znowu zamarznięte jezioro (Skjelingavatnet), rewelacyjne serpentyny pod górę i spadające tuż obok wodospady, tunele, pasące się dosłownie wszędzie owce i wykuty w skale przejazd (jak te śnieżne ściany wcześniej), serpentyny w dół i kolejny wodospad (Sendefossen) – minęliśmy w drodze do Vinje, w którym skręciliśmy już na drogę E16 prowadzącą wprost do Gudvangen. Po całym dniu (była już 20, choć słońce nie zamierzało wcale zajść do końca) nie mieliśmy już właściwie, jak zachwycać się widokami kolejnej doliny, otaczających ją gór i spływających z nich nitek wodospadów. Bez refleksji minęliśmy Stalheim (mieliśmy w planie zobaczyć go kolejnego dnia) i wijącą się po brzegach rzeki Nærøydalselvi drogą, uparcie dążyliśmy do wynajętego domku. Na miejsce (Gudvangen – Ramsøy) dotarliśmy około 20:30, gdzie oczekiwał na nas właściciel z żoną. Po krótkim instruktażu obsługi i wpłaceniu kaucji (600 NOK) objęliśmy na tydzień pomalowany na czerwono, drewniany, piętrowy dom z trzema sypialniami, dwoma salonami, kuchnią i dwoma łazienkami, w pełni wyposażony w stylu norwesko-anglosaskim.  (Novasol: dom N23095)

     Ten najdłuższy w podróży dzień, pełen zaskakujących i zapierających dech w piersiach widoków, krajobrazów i nowych dla nas przeżyć, po przejechaniu ponad 500 km zakończył się wreszcie własnoręcznie zrobioną kolacją i zachwytem nad tym co widzieliśmy za oknem – perspektywą we wspaniały fiord oświetlony wreszcie zachodzącym słońcem, kładącym ostatnie promienie na szczytach okalających dolinę.


Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


Dzień 9 - 4 li...
Zobacz spis treści
»
Dzień 11 - 6 l...



relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża

Created by Amistad Group