bezdroza_logo
152764
obiektów,
zdjęć, relacji
i tras
Wyszukiwanie zaawansowane
dodaj obiekt dodaj zdjecie dodaj relacje

e-przewodniki.pl relacje i trasy 19 dni samotności czyli pieszo przez Pireneje szlakiem GR10 i GR11.
19 dni samotności czyli pieszo przez Pireneje szlakiem GR10 i GR11.
Średnia ocena: gwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdkagwiazdka (0,00)   
Oceń ten artykuł:

Pireneje


Pireneje – należą do Alpidów Zachodnich, trzeci pod względem wysokości po Alpach i Górach Betyckich łańcuch górski w Europie znajdujący się w północno-wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego.

Pireneje rozciągają się pomiędzy Atlantykiem na zachodzie i Morzem Śródziemnym na wschodzie osiągając długość 450 km. W większej części Pirenejów grzbiet pasma tworzy granicę francusko-hiszpańską, przebiegając także przez Andorę


Szlak GR10 i GR11


 



Francję i Hiszpanię przecina sieć szlaków długodystansowych i nie mogło ich też zabraknąć w Pirenejach. Przez całą ich długość biegną dwa słynne szlaki: GR 10 i GR 11. Pierwszy z nich, poprowadzony po stronie francuskiej, łączy dwa miasta: Hendaye i Banyuls-sur-Mer. Drugi, będący jakby odbiciem lustrzanym pierwszego, prowadzi w całości po stronie hiszpańskiej, spinając brzegi dwóch mórz i przylądki Cape Higuer w Kraju Basków oraz Cap de Creus w Katalonii. Obydwa szlaki liczą około 850 km i wymagają 40-50 dni wędrówki. Szczególnie GR 10 stawia wyzwanie wędrowcom, zmuszając ich do pokonania 48 kilometrów podejść.


 


Pireneje 2019… wrzesień

Dzień 1. Niedziela

Ląduję na lotnisku pod Lourdes. Już z pasa startowego rozciąga się niesamowita panorama Pirenejów. Czuję, że wyprawa będzie udana.

Znajduję na przystanku butlę z resztką gazu.

Przechadzka po Lourdes. 



Same hotele, knajpy i pamiątki. Istny zakopiański bazar. Drogie zakupy spożywcze. Wędlina, ser, bułka i pomidor kosztują ponad 10 euro.

TGV drogi pociąg do Pau, około 11 euro.



Lokalny tani. Gałęzie obijają się o wagon. Bedous. Miasteczko małe i ładne.



Droga się wije wzdłuż strumienia. 





Małe pastwiska otoczone małymi zasiekami. Idealne na dziki nocleg.



Schodzę do wsi. 



Nocleg na skraju łąki nad strumieniem pod monstrualnymi

łysym masywem skalnym.






  • Statystyka dnia :

     

  • Dystans: 5,9 km

  • Przewyższenie w górę: 100 m

  • Przewyższenie w dół: 76 m

  • Najwyższy punkt: 502 m n.p.m.


Dzień 2. Poniedziałek

Przeprawa przez strumień dla znacznego skrócenia drogi. Drut kolczasty.



Małe zabytkowe ciche miasteczko. Wszystkie domy z kamienia. Dopieszczone.

Lokalny klub i lotnisko dla paralotniarzy. Tu jest gdzie latać!

Zakupy w markecie za 11 euro.

Śniadanie po raz drugi i bus. Kierowca kobieta. Bilety po 2 euro.

Przełęcz na granicy z Hiszpanią. Szlak pielgrzymkowy wije się pomiędzy drogami.





Wchodzę na gr11. Szeroka droga niczym z Chochołowskiej na Grzesia.
Wyraźne oznakowania. Cudowna dolina z widokiem na monstrualną ścianę skalną.




Liczne pastwiska, krowy i konie. Sporadyczne świstaki.


Mijam pierwszy schron pasterski. Na mapie widnieje jako wiata.



Nocleg w kotle tuż pod ścianą płaczu Pico Anayet 2574 m n.p.m.



Zbliża się na deszcz. Rozbijam tarpa i mocuję wszystkie odciągi. Ziemia jest tak twarda że posiłkuję się kamieniem.



Czas na posiłek. Wody jest pod dostatkiem więc liofilizat … kurczak z ryżem i bagietką. 

 

 

 

 

 

 



Trasa dzień 2. Część 1.


2,1 km


Trasa dzień 2. Część 2.


Statystyka dnia :

  • Dystans: 9,6 km
  • Przewyższenie w górę: 529 m
  • Przewyższenie w dół: 304 m
  • Najwyższy punkt: 1856 m n.p.m.
  • Najniższy punkt: 1359 m n.p.m.



Dzień 3. Wtorek



Był grad, był deszcz i był wiatr. Lekkie straty. Ręcznik papierowy całkiem mokry. A wieczorem zrobiłem podział na rzeczy które muszą być suche i wsadziłem je do wora.

Poranek przywitał mnie ośnieżonymi górami 200 m powyżej od mojej miejscówki. 




Skała jest mokra śliska. Wejście na szlak ekspozycyjny to za duże ryzyko zwłaszcza że jestem sam.
Śniadanie i wypatrywanie przejaśnień. Niestety o 10.00 zaczyna padać śnieg.

Pomysł ewakuacji do chatki odpada. 




Czekam.

Tarpa przed wyjazdem zaimpregnowałem a szwy zasilikonowałem. Widzę że nic nie przecieka a woda tworzy regularne krople i pięknie spływa.
Krowy i konie poszły sobie nad ranem w dół.
Jest 11.50. zaczynają pojawiać się okna pogodowe ale zbyt krótkie by wysuszyć tarpa i śpiwór.
Korci mnie aby zrobić rekonesans na ściankę, aby zobaczyć czy droga jest możliwa do wędrówki z plecakiem.
Słyszę głosy. To 3 Niemki idą z plecakami. Jest już słońce więc szybko się pakuję obserwując jak mozolnie wspinają się po ścianie.



Szlak mocno trawersuje. Miejscami jest to droga na Karb a miejscami ścieżka nad Reglami.
W dole krowy i konie a wysoko kozice.




Jest chłodno ale po porannym śniegu ani śladu. Docieram na przełęcz.




Spotykam 2 pary turystów. Po Niemkach ani śladu.

Jest jezioro. Cudownie położone w pierścieniu gór. 




Dookoła skałki i trawa. Mnóstwo miejsca pod namiot. Gdybym wczoraj tu dotarł to szybko bym się wysuszył. Tu jest słońce a w dolinie nadal pochmurnie.

Focę z różnych perspektyw. 




Schodzę szlakiem z mega piękną panoramą na kolejne pasmo górskie.





Zejście ciężkie. Ale widoki nadal zaskakujące.




Docieram do końca szlaku. Stacja narciarska z mnóstwem wyciągów i 3 restauracjami. Wszystko zamknięte. Zero samochodów, zero ludzi. Idę dalej i widzę krowy swobodnie chodzące po jezdni. Droga jest zamknięta dla ruchu na czas wypasu krów czyli od wiosny do jesieni.
Pogoda jest zmienna. Docieram do schronu. Rudera ale chroni przed deszczem. Nocuję. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Trasa dzień 3.


Statystyka dnia:

  • Dystans: 9,6 km

  • Przewyższenie w górę: 422 m

  • Przewyższenie w dół: 726 m

  • Najwyższy punkt: 2239 m n.p.m.

  • Najniższy punkt: 1557 m n.p.m.



Dzień 4. Środa


Refugio jest kamienne, dwuizbowe, stare i przecieka. Rozkładam tarpa nad posłaniem.

Przez całą noc wieje i pada. W schronie jest sucho i ciepło, przynajmniej cieplej niż na zewnątrz.





Poranek o 7.30. Jest zimno i wietrznie. Ubieram się prawie na zimowo. 




Pierwsze miasteczko to kolejny kurort narciarski.





Schodzę z szosy i idę polami. Robi się bardzo ciepło. Suszę śpiwór i ubieram się letnio.



Sallego de …

Klimatyczne miasto. Wszystkie domy z kamienia, także nowe. Wąskie uliczki, piesi są jak św krowy.





Robię zakupy w markecie. Tu ciekawostka… przerwa w markecie trwa od 13.30 do 16.00
Idę do baru. Czekam pół godziny aż o 13.00 zacznie działać kuchnia obiadowa. Posiłek 10.50 euro ale za to danie podwójne.
Znowu na szlaku. Tuż za miastem droga od razu robi się polna. Czasami jest jak podejście na Grzesia.
W pewnym momencie staje się węższa i kamienista niczym Tatrzańska Magistrala. Dookoła kaniony, potoki, wodospady i coraz nowe szczyty.
Docieram do jeziora sztucznego. W okół liczne ślady budownictwa. Co tu funkcjonowało? Czy to tylko domy na czas budowy tamy?
Schronisko. 17 euro za noc. Przez zoom aparatu dostrzegam drugie schronisko, bezpłatne. Okazuje się że jest zamknięte.
W pobliżu schroniska widzę jeden namiot i liczne ślady po byłych obozowiskach.
Rozbijam się. Temperatura szybko leci w dół.
W puchówce szybko się rozgrzewam i płodzę relację.
Nocleg na 2149 m n.p.m.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Trasa dzień 4.


Statystyka dnia:

  • Dystans: 17,5 km

  • Przewyższenie w górę: 1020 m

  • Przewyższenie w dół: 432 m

  • Najwyższy punkt: 2146 m n.p.m.

  • Najniższy punkt: 1272 m n.p.m.




Dzień 5. Czwartek


W nocy przychodzi chmura i szybko wszystko robi się mokre. Zmieniam ustawienie tarpa by odizolować się od wilgoci. Za późno. Rosa osiadła na wewnętrznej stronie i podczas wiatru spadała na mnie.

Budzę się. Na zewnątrz namiot suchy, w środku nadal mokry. O poranku suszę śpiwór i tarpa. 

Dostrzegam szron na nim. 





Pakuję się i idę.

Tereny mocno zurbanizowane. Kolejna tama.



Idę na przełęcz 2760 mnpm. Droga dłuży się niesamowicie. Wysokość robi swoje i od 2500 po 6 krokach robię 5 minut odpoczynku. Wkraczam w piargi i resztki śniegu.



To nie pomaga w wędrówce.
Tuż przed lodową przełęczą zaczyna się teren ekspozycyjny. Zamiast łańcuchów jest stalowa lina. Kiepskie rozwiązanie. Przełęcz to setki drobnych igiełek skalnych. Trzeba mocno uważać. Niektóre z nich to lity marmur.



 Zejście jest także ekspozycyjne ale tym razem bez ułatwień.
Dalej piargi. Na szczęście w każdym kotle jest jakieś jezioro które znacznie umila widok.



Piargi ustępują ale pojawia się lita skała z luźnymi otoczakami.
Dalej kilka wypłaszczeń z malowniczo płynącymi strumieniami. Kręcę filmik. Ach gdyby taka droga była zawsze …



Kolejne jezioro. Po drugiej stronie dostrzegam schron. Kusi. Idę jednak w kierunku schroniska. Po chwili dostrzegam że schron już jest zajęty.



Jezioro które obchodzę okazuje się kolejnym jeziorem zaporowym.
Schronisko na wysokości 2200 m n.p.m.



Płatne 17 euro. To chyba stała cena za pobyt
Pełny posiłek dwudaniowy dopiero o godz 20.00. Wspólny stół, wspólna micha. Od razu wciągam 3 porcje zupy … coś jakby słaby rosół z nikłym makaronem i rozbełtanym jajkiem. Drugie to zimny kolorowy makaron ze schabem w sosie pomidorowym. Czuję się syty. Koszt 16 euro.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Trasa dzień 5.


Statystyka dnia:

  • Dystans: 8,6 km

  • Przewyższenie w górę: 687 m

  • Przewyższenie w dół: 654 m

  • Najwyższy punkt: 2752 m n.p.m.

  • Najniższy punkt: 2109 m n.p.m.




Dzień 6. Piątek


Śniadanie to szwedzki stół za 6 euro . Szkoda że nie wziąłem. Zjadłem pudding który był deserem do obiadu.

Waham się którą trasą iść. Zwyciężyła droga poza szlakowa. Na początku była świetnie oznaczona czyli wydeptana. Trzeba było posiłkować się mapą by odnaleźć właściwą ścieżkę. Później było gorzej. Ślady były wyraźne ale błędne.




Schodzę na pewniaka takim śladem i nagle wśród gruzowiska gubię drogę. Rzut oka na mapę i już wiem że się zgubiłem. Właściwa droga jest 150 m wyżej. Cofam się. Tracę około jednej godziny. Mozolnie wdrapuję się na właściwy szlak . Od czasu do czasu sprawdzam swoje położenie. Na szczęście jest właściwe.
Z początku szlak jest łatwy i dziwię się dlaczego nie jest uczęszczany.
Dochodzę do budynku z kamienia. Widzę rurociąg. Od tego momentu droga biegnie obok , pod albo nad rurociągiem. Wcale to nie ułatwia wędrówki. Zwłaszcza kiedy rurociąg przechodzi przez tunel wydrążony w skale. Jest piekielnie wąsko i nisko. Muszę zdjąć plecak. Innym razem szlak prowadzi po bardzo ekspozycyjnym terenie. Teraz już wiem że żaden przewodnik nie poprowadzi tędy żadnej wycieczki.
Wchodzę na właściwy szlak GR11. Pojawiają się turyści ale jest ich nie wiele. Nie ma też żadnej grupy.
Kolejna zapora i kolejne sztuczne jezioro. Szlak prowadzi dookoła po czym zaczyna się wspinać. W pewnym momencie jest tak ekspozycyjny że przydałyby się łańcuchy. Tu jednak skała jest tak łupkowata że zapewnia wiele chwytów i punktów podparcia.
Niewielka przełęcz ale z imponującą panoramą. Dookoła morze wysokich gór. Kręcę film.
Trawers. Spotykam kolejnych turystów. Narzekają na bardzo ekspozycyjny teren. Na mnie te piargi i owa ekspozycja nie robi najmniejszego wrażenia.
Pokonuję przełęcz na wysokości 2529 mnpm. Od razu moim oczom ukazuje się monstrualna góra Diente dr los Batanes 2912 mnpm. Jej ściana spływa nieprzerwanie aż do podnóża na wysokości 2000 mnpm.
Droga w dół z początku jest łatwa. Potem zaczyna się najgorsze piekło. Szlak prowadzi po istnym głazowisku. Mimo wyraźnego oznakowania wcale nie jest łatwo. Poruszam się jak saper po polu minowym bacznie sądując każdy głaz na którym zamierzam stanąć. Bywają głazy wahadła, bywają głazy niestabilne ale najgorsze są głazy, które wpadają w rotację. Ten odcinek szlaku jest nużący ale jednocześnie bardzo męczący.
Widać kruchość tych gór. Niektóre bloki skalne mają wielkość jednopiętrowego domu jednorodzinnego.
Kończy rumowisko i otwiera się widok na przecudną dolinę. Cała jest usiana licznymi strumieniami. Tylko natura mogła stworzyć takie dzieło.
Widać kilka miejsc po nocowaniu. Kusi i mnie. Jednak idę dalej.
Teraz dolina zawęża się, strumienie się łączą i zaczynają płynąć w głębokim kanionie.
Dolina się kończy a może raczej ostro zakręca otwierając widok na nowe imponujące pasma. Jedno jest charakterystyczne gdyż przypomina Wielki kanion. Zgaduję że jest to już rejon Doliny Ordesy.
Zanim jednak tam dojdę muszę pokonać jeszcze moją dolinę która będzie się jeszcze ciągnęła przez 20 km.
Świstaki, krowie placki i kozice wskazują że dolina żyje. Jest malownicza i oferuje sporo miejsca noclegowego. Mam dylemat czy się tu rozbić czy iść do schronu. Słońce wskazuje że doszedłbym już ciemną nocą.
Dostrzegam niewielką polanę otoczoną dwoma wielkimi głazami. Idealnie zapewniają osłonę od wiatru.
Rozbijam tarpa i zjadam największego liofili
zata.

Nocleg na wysokości 1948 mnpm.


Trasa dzień 6.


Statystyka dnia:

Dystans: 11,7 km

Przewyższenie w górę: 654 m

Przewyższenie w dół: 1000 m

Najwyższy punkt: 2572 m n.p.m.

Najniższy punkt: 1829 m n.p.m.




Dzień 7. Sobota


W nocy była lekka mżawka i niewielki wiaterek. Było ciepło jak na tą wysokość. Miejsce noclegowe jest idealne.
Piszę relacje i czekam na wschód słońca.
Poranek to tradycyjny rytuał.
Podczas krzątania się zauważam że w kilku miejscach w szczelinach skalnych są powtykane śmiecie.
Schodzę doliną rzeki Ara.
Kilometr od mojego obozowiska dostrzegam że para turystów także nocowała pod namiotem.
Za chwilę mijam pierwszych turystów podążających do góry. Mieli małe plecaki więc musieli nocować w schronie.
Nie myliłem się. Za chwilę docieram do darmowego schronu . Jest to niewielki budynek murowany, który kiedyś służył za oborę.
Dolina rzeki Ary zmienia swój charakter. Już nie ma płaskich łąk. Stoki stają się bardziej strome a leniwy potok zaczyna się wić w kanionie. Po chwili cała dolina to jeden wielki kanion.

Do tej pory już sporo osób spotkałem na jednodniowym wypadzie.
Droga schodzi w dół, potok płynie leniwie ale ściany doliny nadal są pionowe na kilkaset metrów.
Dolina rozszerza się oferując liczne polanki, które są chętnie oblegane przez weekendowych turystów.
Docieram do schroniska. Parking przed jest zawalony autami.
Jem obiad w schronisku. Na szczęście serwuje dania obiadowe non stop.
Dalej na GR11. Mimo bliskości drogi samochodowej szlak jest mocno górski i trudny do tego stopnia że występuje asekuracja linami stalowymi.
Dostrzegam znak kempingu. Nie zamierzam spać na nim ale zaintrygowała mnie informacja o supermarkecie. Robię zaopatrzenie na kilka dni.
Ponownie na szlaku, typowo górskim szlaku. Jest odcinek na którym z poziomu potoku w dość szybkim tempie wędruje na ponad 300 m w górę biegnąc tuż nad przepaścią.
Gdy szlak nieco się obniża i teren się wypłaszcza znajduję miejsce biwakowe w lesie sosnowym. Rozbijam tarpa. Mam widok na Torla-Ordesę.


Trasa dzień 7.


Statystyka dnia:

Dystans: 15,3 km

Przewyższenie w górę: 501m

Przewyższenie w dół: 1030 m

Najwyższy punkt: 1846 m n.p.m.

Najniższy punkt: 1210 m n.p.m.



Dzień 8. Niedziela.


W nocy był lekki deszczyk ale nie ulewa tylko takie odświeżenie powietrza.
Schodzę do szosy. Po drodze konsumuję jeżyny. Mijam mostek i znowu jestem na górskim szlaku. Jeziorko. Za chwilę szlak robi się łatwy niczym niedzielna ścieżka spacerowa. Szlak jest w lesie więc tylko od czasu do czasu są okna widokowe.
Mijam wiatę a dokładniej chatę bez okien i drzwi. Na ziemi są równo ułożone świeże gałęzie. Jakaś para tu nocowała.
Dalej szlak jest tak samo monotonny aż do rejonu parkingu. Tu rozszerza się do wielkiej łąki, która oferuje wiele miejsc biwakowych. W Polsce w takim miejscu powstałby zapewne jakiś wielki bazar taki jak na Gubałówce.
Teren mocno zurbanizowany. Alejki spacerowe z krawężnikami, ławeczki, tablice informacyjne w punktach widokowych.
Idę tą pokazówką. Kończy się za chwilę przed mostkiem. Znowu jestem na GR11. Szeroka żwirowa aleja monotonnie pnąca się do góry cały czas w starym wysokim lesie. Sporadyczne niewielkie okna widokowe sporo odejść nad potok w celu oglądania mniejszych lub większych wodospadów. Szlak rozczarowuje.

Dopiero za przejściem przez okresowy strumień las się kończy a droga zamienia się w ścieżkę górską. Od tej pory można nonstop podziwiać monstrualny kanion Ordesy. 




Jest pięknie. Jedna strona to prawie gładkie skały z postrzępioną granią a druga strona to postrzępione zbocze skalno-trawiaste z gładkim szczytem.

Ścieżka się wypłaszcza i mamy rozległą dolinę. Jest zakaz biwakowania.
Jest też wiata a może raczej kamienny domek. Jedna niska izba 3x2 m ze szczelnie zamykanymi drzwiami. To prawdziwy schron na ciężkie warunki pogodowe. Jest 17.00 więc nieco za wcześnie na rozbijanie się zwłaszcza że nawigacja pokazuje że do schroniska dotrę o 19 30.
Idę dalej. Szlak dociera do końca doliny która jest zamknięta gigantycznym wodospadem po czym zaczyna trawersować pionowe zbocze.
Gdy mam około jednej godziny do schroniska zaczyna padać deszcz. Szybko przepakowuję plecak by rzeczy które nie mogą zmoknąć znalazły się w wodoszczelnym worku.
Obawiałem się deszczu bo skały na tym szlaku są mocno wyszlifowane. Jednak nie było tak źle. Wszystko miało dobrą przyczepność za wyjątkiem czarnych kamieni.
Teren jest fantastycznie widowiskowy Słyszę dzwonki i widzę olbrzymie stado baranów.
Widzę schronisko. Jest kilka tabliczek. Zakaz biwakowania w ciągu dnia. Przed rozbiciem namiotu trzeba się w recepcji zarejestrować i podpisać godzinę wyjścia
Jest wilgotno i wietrznie To nie są warunki na tarpa.
Nocuję w schronisku. Podczas wieczornej wieczerzy mam stolik z parą Hiszpanów. Pogadaliśmy. Byli pod wrażeniem mojej tułaczki.


Trasa dzień 8.



Statystyka dnia:

Dystans: 18,1 km

Przewyższenie w górę: 2048 m

Przewyższenie w dół: 1189 m

Najwyższy punkt: 2186 m n.p.m.

Najniższy punkt: 1053 m n.p.m.



Dzień 9. Poniedziałek


Schronisko bez prądu i ciepłej wody w dodatku bardzo mocno oblegane. Zajmuję w pokoju ostatnie wolne miejsce.
Prognoza pogody zapowiadała lekkie zachmurzenie i temperatury około 5 st.
W nocy skończył się powerbank. Dopiero nad ranem dowiaduje się że jest specjalna listwa do ładowania małej elektroniki.
Ranek jest zadziwiająco ciepły. Już koło 7.30 spore grupki weszły na szlak którym zamierzałem iść.

Opuszczam schronisko o 8.30




Pierwotnie miałem w planie przejść krótszą trasą ale bardzo wysoką. Na tablicy informującej jest ostrzeżenie że szlak jest bardzo niebezpieczny po ekspozycyjny i nie zalecany podczas deszczu i śniegu. Zmieniam plan i wybieram bezpieczną drogę. Początkowo taka jest bo biegnie przez połoniny. Ale raptem szlak skręca w przepaść. Aby zejść potrzebne są techniki wspinaczkowe. 

 

 

 

Jestem pewien że nie zejdę ze szlaku przed nocą. Zaczynam szukać miejsca na nocleg. Pod ścianą nie chcę się rozbijać bo nawet niewielki kamyczek może mnie zabić.

Robi się ciemno. Zaczynam się potykać. Jest niebezpiecznie.
Szukam miejsca. Jest! Lekkie wypłaszczenie, lekki spadek. Wyciągam karimatę i próbuję jak będzie się spać. Może być . Wracam do plecaka i wyjmuję rzeczy. Układam. Nagle plecak się przewraca i wypada pełny kartusz. Leci na dół. Nie widzę go ale słyszę. No cóż. Pech. Na szczęście mam drugi a jutro sklepik. Kupię drugi.
Za chwilę wypada coś innego i się także toczy z impetem. Analizuję co to mogło być. Już wiem. To była kurtka. Zwinąłem ją w kłębek w jej własny kaptur. Duża strata. W kieszeniach były spodnie na deszcz ale także rękawiczki zimowe, moje ulubione do zimowego trekingu.
Jestem wkurzony. Zdecydowanie trzeba było zanocować na przełęczy. Bym miał płasko, bym już był po posiłku i już bym się regenerował.

Idę spać. Jeszcze słyszę kroki wśród liści. To zapewne sarna , którą widziałem.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Trasa dzień 9.


Statystyka dnia:

Dystans: 11,6 km

Przewyższenie w górę: 947 m

Przewyższenie w dół: 1700 m

Najwyższy punkt: 2441 m n.p.m.

Najniższy punkt: 1424 m n.p.m.

Dzień 10 wtorek




Rano zwijam ze śpiwora kulkę podobnych gabarytów co kurtka, przywiązuję długą linkę i puszczam. Śpiwór po około 150 m zatrzymuje się dokładnie w tym samym miejscu co kurtka. Huta! Mam swój cenny sprzęt. 3 metry niżej jest kartusz. Jest potłuczony ale powinien działać.
Wracam do obozowiska, przywiązuję większe rzeczy a mniejsze pakuję do plecaka jak leci.
Schodzę. Droga ciągle jest ciężka i nie do przejścia po ciemku.

Szlak się kończy praktycznie przy samej polanie którą widziałem z góry na której chciałem się rozbić.






Ta polana to mokradła. Obchodzę ją po licznych ale niewielkich potokach.



Jest miejsce po biwaku. Tu konsumuję śniadanie i to co powinienem zjeść na kolację. Jestem prawie bez jedzenia.
Z ciekawości idę do schroniska.


 Zamknięte, impreza.

Wracam i dnem doliny w korycie rzeki okresowej dochodzę prawie do campingu.




Na 10 minut drogi przed campingiem jest obszerna polana z wiatą. 




W jednej izbie jest kominek w drugiej są zbite łóżka na 8 miejsc. Wówczas nie przepuszczałem że jedno z nich będzie zajęte przeze mnie.




Camping ma 2 wejścia. Wchodzę przez tylne. Tuż obok jest budynek umywalni i WC. Dalej miejsca dla kamperów i domki. Są także małe pokoje. W dużym budynku jest pralnia włącznie z suszarką. Kusi aby się porządnie oprać.
Idę do restauracji mnie zamawiam piwo. Po kilku minutach zjawiają się stopniowo ludzie i zajmują stoliki uprzednio nakryte. Jest pora obiadowa. Zamawiam i ja. Makaron w sosie to pierwsze danie. Drugie to grillowane mięso z połową ziemniaka i całą zieloną papryką. Także z grilla. Do tego taca pieczywa, dzban wody i butelka czerwonego wina. 16, 50 euro.
Wymiatam wszystko, płacę, zakładam plecak i chwiejnym krokiem idę na stanowiska dla kamperów. Tam wszystko rzucam, rozwijam karimatę, podłączam elektronikę do ładowania i zasypiam.
Po pewnym czasie przyjeżdża sąsiad. Jestem już na tyle trzeźwy aby się przywitać. Sprawdzam elektronikę. Aparat naładowany. Zmieniam baterię. Powerbank się nie ładuje. 2 z 4 gniazd nie działają. Podłączam do właściwego.
Tuż przed 19 wstaję i obserwuję gromadzące się chmury. Rozmawiam z sąsiadem. Idę do baru. Supermarket będzie otwarty jutro od ósmej.
Wracam i cierpliwe czekam aż wszystko się naładuje. Gdy się ściemnia wracam do uprzednio wypatrzonej wiaty. 


 

 

 

 

 

 

 

 

 



Trasa dzień 10.



Statystyka dnia:

Dystans: 

 




Dzień 11 środa.


W nocy padało mocno. Było to bardzo słyszalne po blaszanym dachu. W środku jednak było sucho i bez przeciągów. Śpiwór jednak był wilgotny.
Kieruję kroki na camping. Ładuję power-banka, robię pranie i śniadanie.
Zakupy w lokalnym markecie. Nie mają wszystkiego
Idę w kierunku szlaku ale nie wracam na szlak odchodzący od schroniska lecz do szlaku bocznego, który już na szczycie łączy się ze szlakiem głównym. Jest to wąska asfaltowa droga. Idę powoli. Jakoś jestem bez sił.
Docieram do kościółka kamiennego.
Dalej szlak jest już gruntowy. Zbieram całymi garściami jeżyny. Dziwne że nikt ich nie zbiera.
Szlak jest pięknie oczyszczony z gałęzi. Później widzę taśmy. Już wiem. Tędy przebiegała trasa DH. Rano widziałem jednego potwora na samochodzie.
Docieram na połoninę i rozwidlenie szlaków. Idę szlakiem, który ma się łączyć z GR11. Po jakimś czasie odkrywam, że szlak ten okrąża całą górę. Jest już za późno aby zawrócić.
Szeroka droga leśna przechodzi w ścieżkę leśną by czasami przejść trawersem przez rumowisko skalne.
Zaczyna grzmieć ale słońce świeci. Niebo jest w połowie ciemne a w połowie jasne. Gdy ciemne chmury zjawiają się na de mną zaczyna padać. Popadało 2-3 sekundy i przestało. Widzę w oddali pastwisko. Jest nieco niżej szlaku. Odnajduję ścieżkę i schodzę. Rozbijam tarpa w miejscu aby las chronił nieco od wiatru.
Gdy dobijam ostatnie szpilki zaczyna padać. Wcześniej już wszystko włożyłem do środka. Wchodzę i ja. Lunęło! Jest nieco po 17.
Przyrządzam liofilizata. Zbieram deszczówkę na umycie bo ów teren jest pozbawiony strumieni. Obserwuję pierwsze przecieki tarpa.
O godzinie 20 przestaje padać. Idę się wysikać. Robię obchód tarpa. Deszcz wraca.
Mocno się ochłodziło. Krowy wróciły i dzwonią dzwonkami. Jeszcze tylko gorąca herbata i idę spać.
Nocleg na łące na wysokości 1820 m n.p.m.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Trasa dzień 11.



Dzień 12. Czwartek.


Noc nadal z deszczem. Na szczęście przelotnym więc mogę wyjść za potrzebą. Odkrywam, że dół śpiwora jest cały mokry. Po raz kolejny się utwierdzam, że tarp jest złym rozwiązaniem na górskie wędrówki. Zdecydowanie lepszy byłby namiot. Szkoda, że nie zabrałem namiotu Faroe.
Poranne suszenie. Przede wszystkim suchy musi być śpiwór. Na szczęście moja polanka krótko po wschodzie słońca jest cała skąpana w słońcu.
Ja leżę i czekam i uszczuplam swoje żywieniowe zapasy.
Dzisiaj będzie tylko w dół.

Skracam sobie drogę wydeptaną przez krowy i wkraczam na samochodową drogę szutrową. 




Dochodzę do schronu czyli chatki pasterzy . W środku są jeszcze spore ilości runa. Gdybym wczoraj tu doszedł to byłbym suchy.

Na drodze jest nakaz poruszania się z napędem 4x4 a także nakaz uzyskania pozwolenia
Miasteczko Parzan. Zadziwia. Domy tradycyjnie z kamienia, kilka lokali na sprzedaż. Są 3 supermarkety a także 3 restauracje. Jem obiad, robię zakupy i muszę 800 m przetuptać przez samochodową drogę główną.
Motocyklista pozdrawia mnie.
Idę na szlak. Właśnie z niego schodzą dwie dziewczyny. Obładowane.
Mozolna droga szutrową. Sporo Jerzym. Cały czas las.
Na wysokości 1750 mnpm las się kończy i pojawiają się pastwiska. Obchodzę je aby wybrać dogodne miejsce. Znajduję chatę pasterską. Nie ma drzwi ale jest pięć. Rizpalam ogień. Od razu robi się miło. Zjadam morelę i idę spać. Ogień w kominku nadal płonie.



Trasa dzień 12





Dzień 13. Piątek


Drzewo spaliło się całkowicie. Chatka się wyziębiła ale i tak była lepszym wyborem od tarpa.
Od rana pochmurno, zero słońca. Niebo mówi że w każdej chwili może padać.
Spotykam kilku samotników schodzących z góry. Jeden był szczególnie wygadany.
Za tamą dostrzegam kolejny schron. Ma piec.
Do przełęczy nic nie popadało. Na przełęczy zaczyna wiać i momentalnie robi się zimno.
Na przełęczy kolejny schron z piecem. Chłopak w środku odpoczywa.
Schodzę z przełęczy i zaczyna padać grad. Ubieram się i chowam śpiwór do wora.
Po 20 minutach przestaje ale pogoda wcale się nie poprawia.

Przejaśnia się i robi się ciepło. Wreszcie mogę podsuszyć śpiwór.




Dochodzę do kolejnego schronu. Jedna izba z paleniskiem ławką i półkami. To już jest coś. Dalej schodzę. Tym razem szlak przecina się kilka razy z drogą szutrową. Na polanie kozy.
Mijam bramkę zaporową i jestem koło kolejnego schronu. Okna, drzwi, komin, nawet łóżko. Ten będzie mój. Zbieram chrust i szyszki.
Potem obiad od razu połączony z kolacją.
Gdy zaczyna się ściemniać rozpalam kominek. Powoli robi się ciepło. Za chwilę pada przelotny deszcz. To była dobra decyzja.
Nocleg w schronie. 


Trasa dzień 13




Dzień 14. Sobota


Ogień w kominku wygasł lecz temperatura w chatce była na tyle wysoka, że śpiwora używałem tylko jako koca. Dzięki temu jest suchy.
Pogoda na zewnątrz mocno pochmurna.
Ewakuacja.
Wczoraj zorientowałem się że na przejście przez góry zabraknie mi czasu. Tzn ilość czasu byłaby idealna do podróżowania z małym plecakiem do 10 kg. Ja idę za wolno. Dlatego podjąłem decyzję o zejściu ze szlaku i przejechaniu na teren Francji. Czym? Jeszcze nie wiem. Najwyżej po francuski Pirenejach zrobię jakiś odcinek szlaku HRP albo, jeśli pogoda się nie poprawi zrobię szlak nizinny GR78.
Schodzę w miarę szybko. Najpierw znakowanym szlakiem bocznym a później drogą szutrową. Co jakiś czas odchodzą inne szlaki boczne.
Dochodzę do miasteczka Pan. Tu w informacji turystycznej utwierdzam się że ten rejon jest pozbawiony komunikacji publicznej.
Przed 12 km spacerem do drogi głównej posilam się w restauracji. Jak zwykle na obiad muszę czekać do godz 1 po południu.
Pierwsze próby łapania stopa. Bez sukcesu. Podejmuję się pokonać ten odcinek na piechotę. Mam kartkę z nazwą najbliższej większej miejscowości w kierunku Francji.
Pozdrawiają mnie tylko motocykliści spotkani w barze którzy byli pod wrażeniem ciężaru mojego plecaka.
Dochodzę do tunelu. Jest krótki...może ze 30 m.
Widzę tabliczkę mówiącą że do drogi głównej zostało 7 km. W tym momencie jest i inna tabliczka ...tunele na odcinku 1,5 km. Światła. Mnie nie łapią. Tunele są ciemne ale w miarę szerokie. Co jakiś czas są przerwy dające światło. Tylko jeden był na tyle długi że nie widziałem po czym idę.
Gdy minąłem ostatni tunel jak zwykle macham na nadjeżdżający samochód. Jest to młody chłopak z przyczepką z kilkoma rowerami. Rozmawiamy o angielsku. Wysadza mnie przy drodze głównej.
Kilkanaście minut stoję. Widzę jak zatrzymuje się kamper i sprawdza drogę. Trwa to ponad 10 minut. Rusza i podjeżdża do mnie. Jadę. Wysadza mnie w miejscowości Parzan poczym zawraca. Uczynny człowiek.
Jestem na stacji benzynowej tej na której 2 dni temu jadłem posiłek u murzyniątek.
Robię zakupy.
Na stacji zatrzymuje się mnóstwo Francuzów . Większość jest wypełniona osobami albo towarami.
Pogoda nie sprzyja łapaniu stoa. Co chwila pada deszcz a nawet leje. Takiej pogody jeszcze nie miałem w Hiszpanii.
Podjeżdża Peugeot. Wysiadają dwie pary i długo robią zakupy w markecie.
Zagaduję. Jadę.
Tunel pod Pirenejami co w akcie desperacji chciałem pokonać na piechotę jest oświetleny ale z zakazem ruchu pieszego. Jest monitorowany.
Za tunelem stada kóz beztrosko przechodzą przez jezdnię.
Francuzi pytają się gdzie będę spać i podwożą mnie na wskazany camping.
Na campingu same domki. Są 2 kampery i jeden namiot. Robię rundę. Nie widzę recepcji. Upewniam czy aby na pewno można rozbić namiot. Tak, za 2.6 euro. Coś na zasadzie recepcji jest czynne do 18.30. Rozbijam się więc bez zarejestrowania.
Robię pranie, mycie i ładowanie elektroniki.


Trasa dzień 14




Dzień 15 . Niedziela


Noc nadal bardzo ciepła ale także i wietrzna. Zapewne jest to to samo zjawisko co halny w Tatrach. Już po północy prawie całe pranie mam suche. Tylko kilka miejsc jest wilgotnych. Mocuję pranie by było odporne na wiatr. O godzinie 3 już było suche.
Nad ranem przychodzi krótki deszcz. To wystarczyło aby pakować mokrego tarpa.
Obieram kurs na szlak GR10.
Pnie się monotonnie tunelem wśród drzew i krzewów. Zero widoków. Kończą się drzewa i na chwilę pojawiają się widoki ale mocno ograniczone z powodu niskiej podstawy chmur. Idę w chmurze. Zaczyna padać. Gdy dochodzę do drogowskazu na połoninie rozbijam tarpa by przeczekać deszcz. Po rozbiciu pada jeszcze mocniej.
Nic nie widać. Za to słychać. Ktoś idzie, a dokładniej schodzi z gór. Para. Jest szczelnie odziana  w p .deszcz
Zaczyna być mi zimno. Deszcz przestaje padać. Zwijam tarpa i zaczynam szybko iść. Rozgrzewam się. Deszcz wraca ale na szczęście jest to tylko kapuśniaczek. Ciągle idę w chmurze więc widoczność mam na 50 m. Pasące się bydło pojawia się i znika. W takich warunkach dochodzę na sam szczyt. Przestaje padać i nawet pojawia się słońce.
Przełęcz 2000 mnpm. Można tu dojechać samochodem. Wokół same wyciągi narciarskie.
Kontynuuję marsz wzdłuż jednego. Szlak nieco odchodzi ale dzięki temu idzie się cały czas prawie po płaskim.
Wyciągi się kończą i jest potężny uskok. Co dalej jest? Nie wiem. Wokół tylko chmury. W jedynym oknie mam widok na potężną ścianę skalną.
Szlak odbija w bok i biegnie trawersem w poziomie. Mijam kolejne sztuki bydła i baranów. Na jednej z łąk samotny byk przymierza się do ataku na mnie. Szybki wzos kija do góry i byk odpuszcza.
Szlak schodzi na dół.
Mijam jedną chatkę. Zamknięta. Zaanektowana na jakieś służby.
Dalej szlak biegnie przez las. Chmury odpuszczają i widzę potężne jezioro. Wypełnione jest tylko do połowy.
Jestem w dolinie. Znaki zakazu biwakowania. Na wyznaczonym miejscu jeden namiot stoi. Przez drzewa widzę duży schron. Komin, okna, kraty. W środku łóżka piętrowe z materacami. Drzwi metalowe zamknięte.
W oddali widzę kolejny schron. Mały, kamienny z drewnianymi drzwiami. Także zamknięty. Gościnność Francuzów jest dużo gorsza od gościnności Hiszpanów.
W pobliżu ostatniego schronu widzę kilka ognisk. Tu rozbijam tarpa. Widzę że chmury opadają na taflę jeziora więc wybieram szczelne rozstawienie.
Tarp jest mokry od środka więc muszę ostrożnie się poruszać.
Gotuję. Lekka niestabilność podłoża i całą zawartość menażki leci na mnie. To tylko woda ale spodnie i skarpetki mokre. Na szczęście śpiwór suchy.
Rozwieszam bez nadziei że wyschnie do rana.
Już o 23 przychodzi mgła i wszystko w oka mgnieniu robi się mokre.
Nocleg na wysokości 1830 mnpm.


Trasa dzień 15.




Dzień 16. Poniedziałek


Poranek jest zimny i nadal mokry. Zakładam wszystkie zimowe ciuchy jakie mam czyli bieliznę termiczną, dwie puchówki , rękawiczki polarowe i czapkę z polaru.
Robię śniadanie. Po śniadaniu rozwieszam wszystko na sznurku i czekam aż słońce dotrze do mojej polanki. Dotarło. Zaczynam wszystko obracać by jak najszybciej się wysuszyło. Najważniejszy jest suchy tarp i suchy śpiwór.
Dopiero o 10.30 pakuję się i wyruszam.
Szlak prowadzi wzdłuż jeziora w kierunku schroniska. W pewnym momencie odbija i łagodnie się wznosi. Gdy dochodzi do linii drzew zaczyna ostro trawersować.
Połonina i kolejne stado bydła. Są młode, które jeszcze żywią się mlekiem matki.

Dochodzę do przełęczy 2200 mnpm. Roztacza się oszałamiający widok. 




Jest opcja zejścia do schroniska i restauracji 30 minut w plecy tylko na samym zejściu. Dzisiaj nie mogę sobie pozwolić na taką stratę czasu.
Idę przez las. Jest to wolny marsz bo nie na przecinki. Trzeba pokonywać tor przeszkód kamienno-drzewniany.
Kolejny punkt widokowy oraz sympatyczne bagienko górskie. Kręcę film.
Dochodzę do bardzo dużego jeziora. Jego brzeg jest tak fantastyczny że decyduję się pójść dłuższą drogą.
Jestem po drugiej stronie jeziora. W tym miejscu muszę zdecydować się którym szlakiem pójść . Różnica to 1 km co przy 10 i 11 km nie odgrywa istotnej roli. Decyzję się na szlak dłuższy zwłaszcza że tym szlakiem idzie sporo osób a to zwiastuje atrakcje. Nie zawiodłem się. Pojawiają się kolejne malownicze jeziora wciśnięte między ściany skalne.
Jestem na przełęczy 2450 mnpm. Wielka kupa drobnych kamieni. Za przełęczą widzę kolejne pasma górskie. Jest pięknie!
Schodzę. Piarżysko i głazowisko. Nie będzie ani łatwo ani szybko.
Jestem przy jeziorku górskim. Są miejsca na nocleg. Patrzę na czas i widzę, że do schronu mogę dojść już po zmroku. Nie ryzykuję. Wybieram najbardziej zaciszne miejsce i rozbijam się. Mam problem ze wbiciem kilku szpilek ale okoliczne kamienie świetnie ten problem rozwiązują.
Zajadam ostatniego liofilizata.




Nocleg na wysokości 2308 mnpm.


Trasa dzień 16



 



Dzień 17. Wtorek.


Noc była zadziwiająco ciepła, bez chmur i deszczu. Trochę wiało.

O poranku trochę muszę czekać aby słońce dotarło do polanki.








Schodzę. Tak jak wczoraj przewidywałem zejście nie jest ani szybkie ani proste. Jest za to malownicze.









Kolejne krowy.



 Widzę także baraki budowlane oraz plac budowy. 300 m od nich jest schron. Schron jest wypasiony. Jest nawet czajniczek na herbatę.



Budowa dopiero się rozpoczyna. Niwelacja terenu. Fundamenty będą lekko wgłębiały się w zbocze. Czyżby tu miało powstać kolejne schronisko? Szkoda bo ową dolinkę zadepczą tłumy turystów. Niestety ale gdy jest schronisko to na szlaku jest 10 razy więcej ludzi.



Spotykam wielu turystów. Spotykam także 3 pracowników budowlanych. Zdecydowanie mają inny ubiór i inaczej się poruszają.
Docieram do łączenia szlaków. Tamten szlak prowadzi stromo po trawersie zbocza. Dobrze że go nie wybrałem.



Zaraz za łączeniem dolina skręca i wypłaszcza się na tyle by mieściła drogę.



Stoi samochód robotników.
Dochodzę do pierwszych zabudowań. Za nimi betoniarka i dwa kosze na beton. Śmigłowiec. Teraz jestem pewien że to będzie kolejne schronisko.



Główna drogą. W koło wyciągi narciarskie. Mapa wskazywała na transport publiczny. Jest przystanek. To ski-bus. W sezonie zimowym jeździ rotacyjnie co 30 minut. No to klapa.czeka mnie spacerek do kolejnego przystanku… 4 km do miasteczka.
Droga wcale się nie dłużyła. Nawet była bardzo ciekawa. Prowadziła lokalną wiejską drogą. Zero ruchu. Tylko kolejne pastwiska i stada bydła i owiec. Minąłem 2 wsie z charakterystycznymi kamiennymi zabudowaniami. Cały czas miałem widok na olbrzymie pasma górskiego.



W pewnym momencie szlak odbił na pastwisko a dalej w wąwóz by wyprowadzić mnie wprost na przedmieścia B.



Wizyta w markecie i informacji turystycznej gdzie dostałem rozkład jazdy do Lourdes. Ostatni autobus już odjechał. Muszę czekać do następnego dnia

Nocleg na campingu na wysokości 1210 mnpm

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Trasa dzień 17




Dzień 18. Środa.


W nocy nie padało ale namiot jest całkowicie mokry. Czyżby to znowu niskie chmury?
Śniadanie i zwijam wszystko mokre.
Autokar stoi. Nie wiele pasażerów. Droga do kolejnego miasteczka jest pełna zakrętów. W niektórych miejscach jest tak wąska że z większymi pojazdami muszą jechać wahadłowo. Ale pełna kultura! Zero przyspieszania, zero trąbienia. Tu czuć co to jest kultura i szacunek na jezdni.
W kolejnym miasteczku przystanek jest na środku skrzyżowaniu. Jest ciasno ale nikt nie trąbi.
Dojeżdżamy do kolejnego miasteczka. Tu następuje zmniejszenie zmiana linii a tym samym zmiana autokaru.

Jestem w Lourdes na węźle transportowym czyli koło stacji kolejowej. Pierwsze kroki kieruję ku marketowi. Droga prowadzi pośród krętych i wąskich uliczek.








 Lubię ten styl.

W markecie kupuję jedzenia na 3-4 dni oraz … całego kurczaka. Mażyłem o nim.
Gdzie go zjeść? Parku nie widziałem. Po drugiej stronie ulicy jest remontowany wielki plac. Siadam na schodkach. Zjadłem wszystko po za nogami. Chwilę odczekałem i wypiłem cały litr mleka.
Poszedłem w miasto. Oglądałem cały ten jeden wielki uliczny jarmark.




Doszedłem do rzeki. Na trawie byli rozłożeni cyganie albo Arabi.



Rozłożyłem się nie opodal susząc śpiwór. Gdy zrobił się całkiem suchy udałem się na kierunku najbliższego campingu. Znowu musiałem przekraczać rzekę. Przed mostem był park. Tu podsuszyłem tarpa obserwując zabawy kajakarzy.
Ruszyłem. Jestem u bramy campingu. Okazało się że jest to camping samochodowy. Tylko autobusy i kampery.
Obok prowadził szlak GR, który wyprowadzał z miasta. Poszedłem nim. Mijam polankę i już jestem z powrotem sam na szlaku. Szlak prowadzi między pastwiskami ogrodzonymi albo drutem kolczastym albo murkiem kamiennym. Kilka z nich jest zdatnych do mocowania.




Nie mam wody więc muszę dojść do najbliższego potoku. Jest. Płynie słabym nurtem pod starym kamiennym mostem.



Napełniam butlę 1,5 l i idę dalej. Za chwilę mam kolejne pastwisko z bardzo nierównym terenie. Rozbijam się na dole schowany za wzniesieniem. Jest dość wcześnie.
Nocleg na 400 mnpm.

 

 

 

 


Trasa dzień 18

Dzień 19. Czwartek

 

 

 

 

 

 

 

 



Muszę być na lotnisku okóło 18 tej by przepakować plecak i się odprawić.
Zamknięcie bramki.


Podsumowanie








relacje i trasy:
Byłeś w weekend na ciekawej wycieczce? Odbyłeś 2-miesięczną podróż życia? Podziel się swoją podróżą!
możesz:
opisać swoją wycieczkę/podróż
uzupełniać ją o napotkane, ciekawe obiekty
dodawać zdjęcia
wgrywać trasę z urządzenia GPS w formie pliku GPX
korzystać z relacji i tras innych użytkowników
ostatnio zalogowali się
Regulamin i polityka prywatności | Kontakt | Dla prasy
Portal tworzony przez Was i Wydawnictwo Bezdroża

Created by Amistad Group